ScrollToTop

Mama

Reset potrzebny od zaraz.

  • Joanna Janaszek
  • 812
  • 11 komentarzy

Masz dwa wyjścia. Albo dalej chodzić sfrustrowana i wyżywać się na przedmiotach codziennego użytku albo rzucić wszystko, olać, zostawić na chwilę i przestać się przejmować. Wybrałam drugą opcję i jestem zaskoczona jak szybko można naładować baterie…

Zbliżające się święta, praca dyplomowa, która w dalszym ciągu wisi nade mną jak kat, marudzące dziecko, pranie, gotowanie, zakupy, bieżące sprawy, które z każdym dniem mnożą się jak szalone, urzędy, coraz dłuższy dzień kosztem krótszego snu – to wszystko kumulowało się od kilku miesięcy. Cały czas dochodziło coś nowego do zrobienia, a sprawy, które zostały odłożone leżały, nawarstwiały się i cały czas siedziały w mojej głowie. Zaczynałam kilka różnych rzeczy, ale nie kończyłam żadnej. Zaległe sprawy bez przerwy przewijały się w moich myślach i nie dawały o sobie zapomnieć. Takie przytłoczenie obowiązkami objawia się u mnie zdecydowanym spadkiem efektywności. Zaniedbuję kolejne rzeczy, bo mam wyrzuty sumienia, że nie zrobiłam czegoś ważniejszego, ciągle o tym myślę, skupiam się na tym, że spraw jest coraz więcej, a w rzeczywistości nie robię nic i kolejny dzień przemija pozostawiając za sobą mnóstwo dodatkowych spraw dnia codziennego. Błędne koło, z którego cholernie ciężko się wyrwać…

 

Ukisiłyście kiedyś skarpety? Ja tak. Namoczyłam i zapomniałam. Tzn nie zapomniałam, że są do prania, ale codziennie było milion ważniejszych spraw. Po zutylizowaniu zawartości łazienkowego kosza i odkryciu, że: tu nadal coś śmierdzi! ruszyłam nieszczęsną miskę, aby je przeprać. Uciekłam z łazienki. Wróciłam, chociaż wcale nie chciałam… Przepłukałam i wrzuciłam do pralki. Powiem Wam, że 50 stopni nieźle poradziło sobie z fetorem i skarpetki o dziwo przeżyły. 1:0 dla mnie.

 

Jakąś godzinę po odkryciu źródła dziwnego zapachu postanowiłam przeprać Tośce apaszkę, którą kupiłam “przejściowo”. Nalałam wody, wrzuciłam chustkę i dwie nowe bluzy do miski, wyszłam. Po powrocie pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to wściekle fioletowa woda i zafarbowane ciuchy. Nie wytrzymałam – wiązanki nie powstydziłby Mietek spod sklepu. Po raz kolejny nauczyłam się żeby nie kupować chińszczyzny. No i mam najdroższą szmatę do podłogi, bo dziecku na szyję tego nie założę.

 

Było po 16:00, kiedy klęłam w łazience, a TT zawołał mnie i zaproponował żebym zaprosiła na noc koleżanki. Szczerze? Spojrzałam na niego jak na wariata i zaczęłam wymieniać, że przecież muszę jeszcze napisać, zacząć, umyć, uprać, posprzątać. Stop. Opamiętałam się i pół godziny później jechałam po mamę Jogi.

 

Wyłączyłam komputer, odłożyłam telefon i oczyściłam swój umysł. Nie przejmowałam się, że w kuchni został bałagan, że te cholerne okna same się nie umyją, że znowu nie odpowiedziałam na wiadomości. Odcięłam się od tego wszystkiego i skupiłam na trwającej chwili. Wykąpałyśmy, nakarmiłyśmy i uśpiłyśmy dziewczyny, a później otworzyłyśmy domowe wino. Bezalkoholowe oczywiście. Nie wiem jak wujek je robi, ale jest pyszne i bez procentów – może uda mi się kiedyś uzyskać recepturę! 😉 TT zaserwował nam pyszną kolację, później popilnował dzieci żebyśmy mogły wygrzać się w saunie. Przegadałyśmy i prześmiałyśmy cały wieczór, aż rozsądek nie zagonił nas o 1:30 do łóżka.  Następny dzień dzięki najmłodszym obywatelkom rozpoczęłyśmy bardzo wcześnie. Pospacerowałyśmy, a później rzuciłyśmy się w wir sprzątania. Tak to ja zawsze mogłabym sprzątać 😉 Z tego miejsce jeszcze raz bardzo Ci Aguś dziękuję!

 

Przez ponad dobę nie przejmowałam się zupełnie niczym, byłam w trybie offline i czułam się z tym wspaniale. Trzeba było powrócić jednak do rzeczywistości, ale wiecie co… Nie było to wcale trudne. Kolejny dzień rozpoczęłam z nową energią i spędziłam go kilkukrotnie efektywniej niż kilka poprzednich. Naładowałam baterię, która mam nadzieję wystarczy mi na dłuższy czas, aby zmierzyć się z codziennością, pracą, obowiązkami domowymi i obroną, po której powinnam być już niemal rok, a nadal nie jestem. I wróciłam też do Was, bo pomimo, że nie było mnie krótko strasznie się stęskniłam. Lubię ten nasz wirtualny świat, ale i od niego czasem muszę odpocząć.

 

A Wy potraficie wszystko tak rozplanować, aby zaległe sprawy nie nawarstwiały się na siebie czy tak jak ja potrzebujecie czasem resetu?

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

  • aga

    Polecam się na przyszłość:))) i ja też bardzo dziękuję, nam też było to potrzebne:)))

    • Joanna Janaszek

      Proponuję raz na miesiąc 😀 :*

  • Potrzebujemy resetu 🙂 u mnie wszystko jest w miarę uporządkowane (może dlatego, że nie moczę skarpet, a od razu wrzucam je do pralki? :D), jednak po siedmiu miesiącach “gonitwy” czuję, że potrzebuję właśnie takiego resetu. Koniecznie w saunie! I koniecznie przy winie! Szczerze powiem – zazdroszczę. Ja dopiero będę mogła się zresetować, kiedy zajadę do Polski. Lipcu chodź już…

  • asiu jasne,że nie!
    Ostatni tydzień należał do tych z gatunku ‘codziennie po pracy trzeba coś załatwić’ – do domu jak rano wychodziłam o 8.30 wracałam ok 21 nie kiwając nawet palcem przy domowych obowiązkach! Co zaskutkowało totalnym armagedonem. Wczoraj byliśmy pomoc w remoncie/porządnych moim rodzicom i mając okna miałam ochotę się rozplakać,że dzisiaj to samo czeka mnie u siebie.
    Brudne okna, sterta prasowania, obiad, kurze, podłogi, łazienka kafelki aaa! Aż mi się nie chce z łóżka wstać. Ale świeci słońce, puszcze dobie muzykę i zaczynam porządki 🙂
    Jest niedziela Palmowa – będę się smażyć w Piekle 🙂

    Pozdrawiam!
    http://www.niedoskonaloscperfekcyjna.blogspot.com

    • Joanna Janaszek

      E tam, ja najczęściej sprzątam w niedzielę – jakoś tak wychodzi 😛

  • Skąd ja znam to błędne koło 😉 Jak mam gorszy dzień albo coś mnie przerasta to po prostu zostawiam to na jutro- nie ma sensu robić niczego na siłę, lepiej się odstresować, a nowy dzień przywitać z nową energią 😉

    • Joanna Janaszek

      Też powoli się tego uczę 🙂

  • To błędne koło jest najgorsze. Na szczęście już coraz lepiej umiem sobie z nim radzić 😉

  • O matko! Ja prawie zawsze sprzątam w niedzielę, będziemy smażyć się obie ;p

  • Kochana, my jak przystało na karmicielki raczylysmy się bezalkoholowym ;p może nie jest to to samo, co prawdziwe wino, ale zawsze stwarza wrażenie, że popijasz winko, a nie wodę lub sok 🙂 polecam bardzo takie rozwiązanie 🙂

  • Ojj szkoda, że nie możemy częściej organizować sobie takich wieczorów… Ah, ale jak dzieciaki podrosną to nadrobimy i kiedyś może nawet uda się gdzieś wyjść 😀

O mnie

Czeeeść! Jestem Asia i na drugie mam chaos 🙈 A poza tym sporo gadam o poprawnym zapinaniu pasów i bezpieczeństwie w podróży, jestem ambasadorką Kocham Zapinam, współpracowałam z Tylem.pl i założyłam pierwszą w Polsce grupę poświęconą fotelikom RWF, nad jej merytoryką od początku czuwają eksperci z grupy Bezpieczni. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią i mam fisia na punkcie pięknych, codziennych kadrów. Lubię ułatwiać sobie gotowanie i KOCHAM piec. Początkowo sceptyczna - dzisiaj fanka wielopieluchowania. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close