ScrollToTop

Ciąża

Przeczucie

  • Joanna Janaszek
  • 796
  • 7 komentarzy

Monika na początku napisała, że miałyśmy podobną historię. Ja po przeczytaniu jej uważam, że jedynym podobieństwem był poród po terminie. To, co musieli przejść rodzice przez zaniedbanie lekarzy to istny koszmar, którego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Czytając te słowa miałam ciarki na całym ciele, a w pewnym momencie łzy pociekły mi po policzkach. Ich historia na szczęście zakończyła się happy endem i nawet nie chcę myśleć, że mogło być inaczej…

Mój Madzik urodził się 14 dni po terminie, ostatniego dnia 42 tygodnia. Ponieważ miałyśmy podobne przeżycia postanowiłam w końcu wyrzucić to z siebie i je opisać. Cała moja ciąża przebiegała bez najmniejszych problemów, zdrowa, aktywna, byłam pełna energii do ostatnich dni, kiedy nagle strasznie się powiększyłam i nie miałam już sił na nic. Po prawie dwutygodniowych wyprawach do szpitala na ktg, w końcu ubłagałam mojego lekarza, żeby przyjął mnie do szpitala…  “Nie marudź, nie rodzisz, nie jestem pewien terminu, to chyba za wcześnie, czekaj.” Non stop słyszałam te zbywające słowa , gdyż moje ktg było bardzo spokojne. A w środku ten niepokój, przeczucie, że jest bardzo późno…


26 września 2014r.  w końcu dr przyjął mnie na oddział, z łaską i uprzedzeniem żebym nie marudziła jak nie urodzę na drugi dzien. W szpitalu standardowo dwa ktg w ciągu dnia , oksytocyna, skurcze co 3 min rozwarcia brak… po 12 h męki decyzja: odłączamy oksytocynę , idź spać… Ale jak tu spać kiedy to tak boli? I to okropne przeczucie ze Madzia błaga o pomoc… Nie daję za wygraną. Idę do lekarza, który zbył mnie słowami “nie planuj mi porodu, to jeszcze nie czas!” Chodzę wiec po ścianach, aż w końcu pani położna , mój anioł stróż, się mną zajęła. Co 1h wstawała robić mi ktg, bała się tak samo jak ja… Rozwarcia brak, cisza za cicho… Dzwonię do J., którego wygonili ze szpitala, mówię: – jutro chcę cesarkę, nie dam rady , nie mam siły, zapłacimy, błagam pomóż nam… 27 września 2014r, kiedy nasz anioł znów robi nam ktg o 6:30 Madzia przestaje oddychać… Traci tętno w niesamowitym tempie… Horror się zaczyna, wzywam pomoc krzyczę żeby ratowali mi córkę! Przybiegają położne, standardowo obracają mnie na łóżku w prawo i lewo mając nadzieję, że Madzik się tylko zaplątał. Widzę przerażenie w ich oczach – nadal cisza. Ja jak mantrę powtarzam – ratujcie mi dziecko, ratujcie mi dziecko. Odpływam…  Słyszę – Nie teraz! Nie możesz! Oddychaj za nią! Daj jej powietrza! Wdech, wydech! W międzyczasie wieki mijają, muszą przygotować do cc, dać znieczulenie, a ja ostatkiem sił poganiam – szybciej, szybciej, na co czekacie… Jestem sama, otoczona lekarzami. Słyszę jak przez mgłę – pediatra! Gdzie jest ku… pediatra?! Stracimy ją! Wyciągnęli Madzika… Pamiętam tylko tą przerażającą ciszę, klepanie i cisza, nadal cisza… Nie wiem nic ze strachu, ciśnienie podskakuje. Dostaję jakieś leki, odpływam… Nie pamiętam tego, co się działo po, pamiętam białą twarz pediatry, który przychodzi i mówi, że jest źle… Pamiętam płaczących dziadków i J. bladego jak ściana. Nie widziałam Madzika, chce ją zobaczyć: “Niestety córka jest w stanie krytycznym, doszło do głębokiego niedotlenienia i zatrucia , wody były zielone, krew pępowinowa zatruta, po resuscytacji i reanimacji córka będzie przewieziona do kliniki w Poznaniu, spróbujemy ją ratować.” Nie wierzyłam własnym uszom… Potem “tylko 4 dni walki o jej życie”, 2 tygodnie na IT… Po 3 dniach przewieźli mnie do poznania. W szpitalu nie było miejsc więc mieszkaliśmy u rodziny. Dojeżdżaliśmy z J. codziennie… Kiedy zobaczyłam mojego Madzika w tych kablach, w cool capie, taką samotną, przerażoną i opuszczoną nie mogłam sobie darować tego, że nie potrafiłam ich zmusić do działania, że przecież mnie prosiła, a ja to zbagatelizowałam. Patrzyłam na milczącego J., który przez te 3 dni jak był z nią sam, schudł chyba 10kg i dostał siwych włosów. Nie mogłam sobie tego nadal wybaczyć… Wtedy słyszeliśmy tylko jedno: Cud, że żyje… To najważniejsze. Wiedzieliśmy, że może być bardzo chora , jednak Madzik nie dawała za wygraną. Potem rezonans mózgu – prawidłowy! Cud. Kolejny cud… Lekarze zgodnie i z niedowierzaniem powtarzają – macie cudowne dziecko, aż niemożliwe…


Dziś Madzik ma 5,5 miesiąca, jest radosna, aczkolwiek nerwową kuleczką, która daje nam niesamowitą dawkę szczęścia… Pielgrzymki po lekarzach, stała obserwacja, ćwiczenia to nic. Madzia żyje i jest z nami. Najbardziej szkoda mi tych chwil, kiedy mogłyśmy je spędzić razem, kiedy powinna być przy mamie, a nie mogła… Kiedy powinnam ją przewijać, karmić, przytulić po tak ciężkim przyjściu na świat, a tego nie zrobiłam… Przerażona została wsadzona do jakiejś tuby i wywieziona z dala od rodziców. Musiała sama sobie poradzić z tym okrutnym światem. Nie mogę sobie tego darować… Kiedy w końcu wróciliśmy do domu, nie chciała się do mnie przytulać. Wolała leżeć sama. Na każdy mój najmniejszy dotyk płakała… Jakby miała do mamy żal… Wiem, że to pewnie nie to, po prostu nie znała mamy, nie wiedziała, że można inaczej… Do teraz nie chce z nami spać, ale już pozwala nam na miłość 🙂 Modlimy się teraz żeby chodziła i mówiła. Reszta jest nieważna. Nasz cud.


Bardzo Was proszę mamuśki, szczególnie te młode: walczcie! Nie dajcie się zbyć lekarzowi, nie czekajcie do 42 tygodnia. Macie prawo już w 41 żądać cc. Słuchajcie swoich pociech, intuicji, nie pozwólcie narażać Was na takie niebezpieczeństwo… Nam się udało, ale długo minie zanim nauczymy się z tym żyć i nie patrzeć na Madzika ze strachem… O każdy oddech… O każdą chwilę z nią. Nasz mały wielki cud.

A teraz mam do Was prośbę. Jeżeli jesteście po porodzie i nie przesłałyście jeszcze swojej opinii dotyczącej szpitala, w którym rodziłyście możecie zrobić to TUTAJ. Wspólnie możemy zmienić polskie porodówki! Ja w to naprawdę wierzę! Coraz więcej słyszy się o wspaniałych porodach – jeśli taki miałaś koniecznie dodaj swoją opinię. Jeżeli jednak Twój poród był traumatyczny, również opisz swoją historię! Wspólnie możemy pomóc innym matkom wybrać szpital, w którym będą rodzić. Może dzięki takim działaniom będzie mniej historii jak ta opisana dzisiaj?

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

  • Czytając takie historie płakać mi się chce, że lekarze nigdy nie chcą słuchać kobiety. Intuicja to przecież bardzo ważna rzecz! Aż nie mogę uwierzyć, że miałam tyle szczęścia i tak wspaniały poród. Trzymam kciuki aby z Magdą było wszystko ok! Musi być 🙂

  • Justyna

    Pani Moniko nie może siebie Pani obwiniać za zaniedbania lekarzy, najważniejsze, że Malutka jest zdrowa, ja po moich dwóch porodach doszłam do wniosku, że obecnie jest ogromny bum na porody naturalne, nie mam nic przeciwko nim, sama rodziłam obie córeczki naturalnie, ale lekarze czasem na siłę chcą, aby matka rodziła sama, a nie przez cc. Taka się zrobiła “moda” na naturalny poród, a dobro matki, a przede wszystkim dziecka gdzieś się po drodze zagubiło…..Moje oba porody były po terminie, starsza miała juz oznaki przenoszenia, zielone wody, oba porody wywoływane, też panikowałam. Na szczęście dziewczynki są zdrowe:)

  • Basia

    “Nie dajcie się zbyć lekarzowi, nie czekajcie do 42 tygodnia. Macie prawo już w 41 żądać cc.”
    Totalna bzdura. Prawidłowy termin porodu oscyluje między 4 tygodniami. Dziecko urodzone w 42 tygodniu ciąży jest dzieckiem urodzonym O CZASIE. koniec kropka. Taka sama historia mogłaby wydarzyć się w każdym innym tygodniu ciąży. Jeśli jest ona dobrze monitorowana to nic złego się nie stanie. Proszę nie rozpowszechniać takich głupot jak ta zacytowana powyżej.

    • M

      Pani Basiu, bardzo mi jest smutno, czytając Pani atak na wpis… nie na wpisie proszę się wyżywać, tylko proszę powiedzieć Pani teorię wszystkim lekarzom, którzy Madzie prowadzili i ratowali jej życie. Pozdrawiam.

      • Basia

        To nie jest atak na wpis tylko na cytat, który jest bzdurny. Bardzo współczuję przeżyć.

        • M

          Basiu, nie jestem lekarzem, nie mnie to oceniać, we wpisie są informacje, które zostały potwierdzone przez lekarzy, a ci zgodnie twierdzili, iż ciąża była mocno przenoszona, o czym swiadczylo zatrucie org, stan wód plodowych oraz krwi pepowinowej. Jeśli nie ma akcji porodowej, a jest po terminie, mama powinna byc monitorowana w szpitalu i jesli to konieczne poddana cc, to również usłyszałam od lekarzy, niestety troszke ten temat “przewalkowalam” po naszych przejsciach. Zgodze sie oczywiście z Pania co do monitorowania, nie zostalam poddana żażadnym badaniom, a te napewno wykazałyby nasz stan…pozdrawiam

          • Basia

            Poród w 42 tygodniu ciąży jest porodem w terminie. koniec kropka. Co się dzieje z dzieckiem w tym czy innym czasie jest sprawą indywidualną.
            Też wiem coś na ten temat, bo urodziłam po 42 tygodniu ciąży i jestem zadowolona, że poczekałam do tego tygodnia ciąży, a nie jak sugerował mój lekarz położyłam się na początku 41 i leżała dwa tygodnie w szpitalu.

O mnie

Czeeeść! Jestem Asia i na drugie mam chaos 🙈 A poza tym sporo gadam o poprawnym zapinaniu pasów i bezpieczeństwie w podróży, jestem ambasadorką Kocham Zapinam, współpracowałam z Tylem.pl i założyłam pierwszą w Polsce grupę poświęconą fotelikom RWF, nad jej merytoryką od początku czuwają eksperci z grupy Bezpieczni. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią i mam fisia na punkcie pięknych, codziennych kadrów. Lubię ułatwiać sobie gotowanie i KOCHAM piec. Początkowo sceptyczna - dzisiaj fanka wielopieluchowania. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close