ScrollToTop

Karmienie Piersią

Mogłabym…

  • Joanna Janaszek
  • 689
  • 2 komentarze

Mogłabym wyrzucać sobie i rozpamiętywać, wciąż o tym myśleć i wracać we wspomnieniach do tamtego dnia… Zastanawiać się co by było gdyby, układać w głowie różne scenariusze, mogłabym… Bez końca rozdrapywać stare rany i nie pozwalać im się zagoić. Mogłabym, ale tego nie robię i chciałabym abyś Ty też tego nie robiła. Abyś nie robiła tego sobie już nigdy więcej! Rozumiesz?

 

Im dłużej jestem w sieci, tym więcej z Was zwierza mi się ze swoich trosk. Tych mniejszych i większych, pyta o zdanie czy poradę. Niepokojąco często w swoich wiadomościach poruszacie pewien temat – nieudane karmienie piersią i związane z nim poczucie winy, które wyniszcza Was od środka…

Żal.

Porażka.

Poczucie winy.

Spędzając dużo czasu wśród matek (zarówno w sieci, jak i na żywo) bardzo często trafiam na te słowa. Wypowiedziane lub napisane niby od niechcenia, wplecione w jakąś inną wypowiedź. Pojawiają się wciąż i wciąż, zawsze pełne żalu i smutku, są pełne bólu i czuć w nich pewnego rodzaju stratę. Masz za sobą mleczną drogę, która wyglądała inaczej niż sobie wyobrażałaś? Chciałaś karmić, ale z różnych przyczyn stało się inaczej. Karmiłaś zbyt krótko, zbyt szybko się poddałaś… A może nie otrzymałaś fachowego wsparcia, bądź ktoś próbował wywrzeć na Tobie zbyt dużą presję? Nieważne. Traktujesz to jako osobistą porażkę, masz do siebie pretensję i nie możesz sobie wybaczyć, że nie dałaś z siebie więcej, że nie dałaś rady wykarmić swojego dziecka piersią.

Każda z nas niesie ze sobą swój osobisty bagaż doświadczeń, w którym zapisana jest zupełnie inna historia. Każda z nas popełnia błędy. Pewnie wiesz, że moja córka przyszła na świat w drodze cesarskiego cięcia z powodu braku postępu porodu. Pewnie wiesz również, że odebrano nam kontakt skóra do skóry, nie umożliwiono pierwszego karmienia i bez wskazań medycznych rozdzielono na kilkanaście godzin. Ale nie wiem czy wiesz, że Antonina w szpitalu dokarmiana była mlekiem modyfikowanym, a w domu czekała na nią puszka mleka nr „1” – tak na wszelki wypadek, gdyby mojego było za mało lub pokarm zaczął mi zanikać, a Tośka byłaby głodna. Gdybym dysponowała wiedzą, którą posiadam dzisiaj, bezwzględnie zakazałabym dokarmiania, nie kupowała żadnego mleka i butelek. Ale akurat w naszym wypadku na szczęście nie wpłynęło to negatywnie na laktację. Do czego więc dążę… Moja droga mleczna pomimo przebojów na początku jest przecież udana. Karmię dziewiętnasty miesiąc i o końcu karmienia na razie nie myślę. Dlaczego więc chcę rozmawiać z Tobą o wyrzutach sumienia, o tych paskudnych potworach, które mieszają w Twojej głowie, bo nie powiodło Ci się karmienie piersią skoro karmię z powodzeniem już od tylu miesięcy?

Otóż ja w pewnym sensie też mogłabym mieć do siebie wielkie pretensje. Mogłabym do dzisiaj ze złością, smutkiem i bezsilnością wspominać poród, który był bardziej traumatycznym niż mistycznym przeżyciem. Poród, który przetrwałam bez wiedzy, którą bez problemu mogłam zgłębić jeszcze w ciąży i nie wymagałoby to ode mnie dużo wysiłku. Mogłabym wyrzucać sobie, że pozwoliłam na zabranie dziecka, że nie protestowałam, kiedy kazali mi leżeć niemal przez cały okres porodu. Mogłabym mieć do siebie pretensje, że odebrali nam nasz pierwszy kontakt, nie poinformowali ojca o możliwości kangurowania, że Antonina zamiast czuć moje ciepło i bicie maminego serca spędziła po porodzie ponad jedenaście godzin w małym, zimnym łóżeczku. Że zamiast pierwszego karmienia dostała od położnych butelkę ze sztucznym mlekiem o czym nawet nie wiedziałam… Mogłabym wymieniać tak długo, a zadręczać się jeszcze dłużej. Mogłabym, ale do cholery po co mi to?! Dlaczego zamiast cieszyć się tym, że mam wspaniałą córkę, która jest zdrową, silną i szczęśliwą, półtoraroczną dziewczynką miałabym rozpamiętywać coś, na co kompletnie nie mam teraz wpływu? Coś czego nie jestem w stanie zmienić. Czy tamte odebrane chwile (które poniekąd odzyskałam pewnego listopadowego dnia – KLIK) przez całe życie mają rzucać cień na moje macierzyństwo, na moje szczęście? Nie! Czy Twoja droga mleczna, która przebiegła nie do końca tak jak planowałaś i zakończyła się inaczej niż chciałaś jest wyznacznikiem miłości do Twojego dziecka? Oczywiście, że nie!

Każda z nas ma dwie opcje: albo do końca życia się zadręczać, albo wynieść z tej życiowej lekcji naukę na przyszłość. Jeżeli dane będzie mi być po raz kolejny w ciąży, mój poród będzie świadomy. Na tyle, na ile będzie to możliwe, przygotuję się na różne sytuacje i będę znała swoje prawa, również w wtedy, kiedy będę musiała poddać się kolejnemu cięciu. Ty też przeanalizuj, co stanęło na Twojej mlecznej drodze. Jeżeli nie jesteś sama w stanie do tego dojść to porozmawiaj z kimś, kto wie o laktacji nieco więcej. Poszukaj w swojej okolicy Promotorki Karmienia Piersią lub napisz do mnie. Po raz ostatni wyciągnij i rozgrzeb temat, który Cię boli, a później zamknij ten rozdział raz na zawsze. Każde wydarzenie w naszym życiu kształtuje nas i uczy nowych rzeczy. Wspominając dzisiaj różne sytuacje z przeszłości wyciągam kolejne lekcje, jestem dzięki temu o wiele silniejsza i na pewno bogatsza o doświadczenie. I przede wszystkim dużo szczęśliwsza. A Ty?

DSC_0208

***

Włożyłam w ten wpis mnóstwo serca i pracy, dlatego będzie mi niezmiernie miło jeżeli udostępnisz go swoim znajomym, dasz kciuka w górę lub pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza. Klikając like na Facebook’u (TUTAJ) będziesz zawsze na bieżąco, a na INSTAGRAMIE (o TUTAJ) podejrzysz, co robimy i gdzie nas nosi. Smacznego i do zobaczenia! 🙂

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

  • Wiedza to jedno, stan psychiczny w trakcie i po porodzie to drugie…zwykle wtedy jesteśmy podatne na wpływy,wydaje nam się że tak ma być i już. Ja dopiero po długim czasie uświadomiłam sobie,że moje dzieci godzinami były same,a przez cztery dni nawet nie zastanawiałam się co jedzą,sama walcząc o życie.Dziś myślę -może były samotne,trzeba było walczyć o te kangury, może ktoś mi ledwo ciepłej powinien ściągać mleko…ale te myśli nie pomagają.Tak było,tak być musiało, dziś wszystko jest OK:)I jedziemy dalej;)

  • MM

    Rozgrzebywałam temat 3-krotnie i walczyłam trzykrotnie o wykarmienie dzieci piersia. Za każdym razem coraz lepiej przygotowana, z coraz większym wsparciem i wydawało się, że tym razem musi sie udac. I zawsze rozczarowanie. Ale nie mam już wyrzutów sumienia. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy, nie mam sobie nic do zarzucenia. Długo to trwało zanim przetrawiłam, jestem szczęśliwa i spełniona jako matka, ale jakaś mała zadra ciągle gdzieś tam we mnie siedzi i kłuje gdy czytam, że każdy może wykarmić swoje dziecko.

O mnie

Czeeeść! Jestem Asia i na drugie mam chaos 🙈 A poza tym sporo gadam o poprawnym zapinaniu pasów i bezpieczeństwie w podróży, jestem ambasadorką Kocham Zapinam, współpracowałam z Tylem.pl i założyłam pierwszą w Polsce grupę poświęconą fotelikom RWF, nad jej merytoryką od początku czuwają eksperci z grupy Bezpieczni. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią i mam fisia na punkcie pięknych, codziennych kadrów. Lubię ułatwiać sobie gotowanie i KOCHAM piec. Początkowo sceptyczna - dzisiaj fanka wielopieluchowania. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close