ScrollToTop

Podróże

Gdybyś ujrzeć chciał, nadwiślański świt…

  • Joanna Janaszek
  • 1 075
  • 11 komentarzy

Nie mieszkam w Warszawie od półtora roku. W zasadzie nigdy nie mieszkałam. Pochodzę z obrzeży, ładniej zwanych przedmieściami. Jednak w stolicy spędziłam kawał swojego życia. Studia, praca, imprezy…

Ah, co to były za czasy! Nadwiślański swit pod Poniatowskim z wtedy jeszcze niemężem, powroty o wschodzie słońca z obcasami w dłoniach i bąbelkami buzującymi w głowie, oglądanie filmów do 10 rano, odsypianie, pizza na śniadanio-kolację i wieczorne planszówki. Noce nad Wisłą, spacery po parkach, drinki w plenerze i papierosy palone jeden za drugim. Bezdzietna, zakochana, beztroska. Wspominam te czasy z uśmiechem, tęskniąc tylko czasami.  Kiedy dziecko buszuje do nocy, kiedy leży na podłodze krzycząc, chociaż krzyczeć przecież nigdy nie miało, kiedy wpada w bliżej nieuzasadnioną histerię czy bije mnie, bo tak.

Teraz, będąc żoną i matką, pomimo że wciąż bardzo młodą, bo dwójka z przodu gościć na torcie będzie jeszcze przez kilka ładnych lat, imprezy nabrały dla mnie innego wymiaru. Nie wyobrażam sobie zarwać całej nocy, balować do 10 rano dnia następnego czy o północy sączyć piwo na ławce w parku narażając się na mandat. No nie! Chociaż kiedyś na butelkę wina w plenerze na pewno się jeszcze wybiorę, tak z sentymentu.

Teraz jednak na wiele rzeczy patrzę inaczej. Imprezy nie należą już do mojej codzienności, a każde takie wyjście przeżywam kilka dni. Cóż, kiedy z dwóch imprez w tygodniu człowiek przestawia się na 3 imprezy w ciągu roku (przy dobrych wiatrach) perspektywa znacznie się zmienia. Zamiast jakiegokolwiek pubu, który będzie o prostu najbliżej, miejsce zostaje starannie wybrane. W końcu wieczór mający polegać na zabawie, nie tej klockami i lalkami, tylko tej wśród dorosłych z drinkiem w ręce jest wyjątkowy i celebruje się go jak należy. Dlatego, kiedy dostałam potwierdzenie uczestnictwa w Blogowigilii, która tym razem odbywała się w Capitolu, postanowiłam, że tę noc celebrować będziemy całą trójką. Ja bawiąc się na największej Wigilii polskiej blogosfery, mąż z córką imprezując z Peppą w samym sercu Warszawy, w hotelowym pokoju Mercure na ulicy Złotej.

Po wietrzym spacerze na warszawskiej Starówce i lunchu, wczesnym popołudniem zameldowaliśmy się w Hotelu Mercure Centrum. Po dwóch minutach w ręce trzymałam już nasze hotelowe karty i całą trójką zmierzaliśmy do pokoju 544. Przemiła recepcjonistka widząc Antoninę zaproponowała łóżeczko, po chwili namysłu postanowiliśmy przyjąć propozycję, która w naszym wypadku okazała się jednak być zbędna. Mogliśmy się tego co prawda spodziewać, bo Antonina nie akceptuje sypiania w osobnych łóżkach, ale nadzieja jak mówią matką głupich, a my znowu jej posłuchaliśmy. Hotel ze względu na swoją lokalizację (ścisłe centrum miasta, obok Pałacu Kultury i Nauki oraz Złotych Tarasów i Dworca Centralnego) nastawiony raczej na klientów biznesowych przygotowany jest świetnie również dla rodzin z dziećmi – duży, bardzo duży plus.

DSC_0329

DSC_0383

DSC_0391

Ponadto Antonina dzielnie, o własnych siłach przemierzała hotelowe korytarze (patrzcie na Jej pierwsze poważne kroki -> TUTAJ), więc ten dzień i hotel Mercure już na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Swój dzień rozpoczęłam o 5 rano! Najpierw pojechałam na praktyki w poradni laktacyjnej kończące mój wymarzony kurs na Promotora Karmienia Piersią, później całą trójką udaliśmy się na długi spacer po Stary Mieście. Gorący prysznic pozwolił zregenerować mi siły i o 17:00 wystrojeni wyruszliśmy do znajomych, a od 20:00 bawiłam się już na Blogowigilii. TT z Antosią w tym czasie wrócili do hotelu. TT zgłodniał, będąc z córką, która spać wcale nie zamierzała postanowił przetestować hotelową kuchnię…

DSC_0401

DSC_0445

DSC_0478

DSC_0405

DSC_0416

DSC_0439

DSC_0413

Niestety mój instagram husband nie wpadł na genialny pomysł obfocenia tego zacnego burgera, którego sobie zamówił podczas mojej nieoceności i pochłonął go do ostatniego kęsa i ostatniej fryteczki. Wyobrażacie to sobie?! W każdym razie, królewskie podniebienie oraz delikatny brzuszek mojego lubego były ogromnie zadowolone z kolacji, która została dostarczona do hotelowego pokoju i skonsumowana przez ślubnego w łóżku. Doprawdy nie jest łatwo sprawić, żeby mój mąż mówił o jedzeniu jeszcze następnego dnia – gratulacje dla Szefa Kuchni! 😀 W zasadzie to z udogodnień oferowanych przez hotel korzystał głównie mój mąż. To on wykorzystał darmowy dostęp do bazy czasopism, który również wliczony jest w cenę hotelu. (zdjęcie z wyostrzeniem na kartę). Naprawdę super sprawa, można w wygodny sposób (na tablecie, smartfonie lub laptopie) zrobić przegląd prasy wybierając z ponad 2700 tytułów. Podczas kolejnej wizyty na pewno skorzystam z tego i ja.

DSC_0561

DSC_0573

Na Blogowigilię szłam z mocnym postanowieniem zabawy do telefonu (wracaj Matka, dziecko Cię potrzebuje), a pomimo świetnej atmosfery, o północy, bez ściągania przez męża, grzecznie wróciłam do pokoju hotelowego. Było za głośno, za duszno, bolały mnie nogi od tych trzynastocentymetrowych szpilek i po prostu chciałam już wrócić. I pomimo tego wszystkiego zamiast zamówić taksówkę, która w pięć minut dowiozłaby mnie na miejsce postanowiłam się przespacerować. Tak, tak, w trzynastocentrymetrowych szpilach, po północy, sama przemierzałam centrum miasta. Całe szczęście, że Mercure jest w świetnej lokalizacji i w ciągu dwudziestu minut byłam w hotelowym pokoju. Ten spacer był idealnym zakończeniem pełnego pozytywnch wrażeń dnia, taką wisienką na torcie. Uwielbiam miasto nocą, lubię obserwować mijających mnie ludzi, tę grę świateł…

Chociaż nie… Wisienką na torcie był materac. Nigdy, w całym swoim życiu nie spałam jeszcze na tak wygodnym materacu! Pomimo, że położyłam się spać bardzo późno, a wstałam dość wcześnie, byłam wypoczęta jak nigdy. Antoninie też spało się wyjątkowo smakowicie, bo o 9:45 budziliśmy ją żeby zejść na śniadanie! 😀 (Instagram TUTAJ)

DSC_0420

Podczas śniadania mogłam na własnym podniebieniu ocenić zdolności hotelowej kuchni. Oczywiście się nie zawiodłam! Jedzenie było wyśmienite, wybór bardzo szeroki, a składniki najwyższej  jakości. Lubię powolne, leniwe śniadania, szczególnie te, których nie muszę przygotowywać sama. Antonina jako indywidualistka wzgardziła przygotowanym przez Panie krzesełkiem i wybrała kolana Taty. Później zamiast warzyw i owoców, które miała przygotowane ukradła Ojcu kiełbaskę i zagryzła maminą granolą z jogurtem. Nasze leniwe, niedzielne śniadanie, w pięknej przeszklonej jadalni z widokiem na Warszawę trwało ponad godzinę. Czy mógłby mnie ktoś tam teleportować? Teraz? Już?

DSC_0485

DSC_0509

DSC_0513

DSC_0515

DSC_0508

DSC_0501

DSC_0540

DSC_0547

Wymeldowanie nastąpiło ekspresowo, co może być szczególnie cenne dla osób w ciągłym biegu. My wyjątkowo się nigdzie nie spieszyliśmy, a  w związku z tym nie chcieliśmy opuszczać jeszcze Warszawy. Pogoda jak na środek grudnia była bardzo wiosenna więc postanowiliśmy, że zwiedzimy całe miasto i… Pojechaliśmy na 30 piętro Pałacu Kultury i Nauki. Obejrzenie panoramy stolicy kusiło nas już od dłuższego czasu. Antonina niezainteresowana widokami zasnęła tuż po wyjściu na zewnątrz, ale my obeszliśmy PNiK wokół kilkukrotnie.

DSC_0599

DSC_0587

DSC_0580

DSC_0621

DSC_0608

Na koniec mam dla Was super infografikę przygotowaną przez zespół AccorHotels.

info_warsaw_big

Taką grafikę (dla Warszawy – KLIKnij TUTAJ) możesz pobrać dla wszystkich większych miast – Krakowa, Torunia, Gdyni… Zachęcam Cię do odwiedzenia ich strony [TUTAJ].

A ja… Znowu zatęskniłam za Warszawą i spacerami po Starówce. Z melancholią spoglądam na zdjęcia i już planuję kolejną wizytę. Następna Blogowigilia co prawda dopiero w grudniu 2016! Całe szczęście, że moi rodzice w dalszym ciągu mieszkają na tych przedmieściach. 😉

„Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt
Już dziś wyruszaj ze mną tam
Zobaczysz jak, przywita pięknie nas
Warszawski dzień.”

Czesław Niemen – Sen o Warszawie

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

  • Dorota Klocek Tętnowska

    Już chyba wiem jaki prezent sprawie swemu mężowi na urodziny w tym roku 😉 zaraz idę sprawdzić loty do Warszawy ☺ i znowu mnie natchnelas ! Dziękuję

  • Ależ widoki! Ja też tam chcę!!!!

  • salus salus

    Ja zaś doceniam wieś.. ciszę. . Spokój.

  • Fajnie jest się tak czasem wyrwać do miasta, też bardzo za tym tęsknię 🙂

  • W ogóle w AccorHotels mają mega wygodne materace, my z rozrzewnieniem wspominamy znów nasz majowy pobyt w Novotel Warszawa Centrum. Mogłybyśmy się tam przeprowadzić <3

  • Fajnie spędziliście czas 🙂 Kiedy znów odwiedzisz stolicę koniecznie musimy się spotkać!
    Planuję podobne przedsięwzięcie z kilkumiesięczną córeczką na Blog Conference Poznań – ciekawe, jak wyjdzie.
    W ogóle jakieś wielkie niedopatzrenie, że nie spotkałyśmy się na Blogowigilii 🙁 Ale faktem jest, że od moich beztroskich, studenckich, bezdzietnych czasów upłynęło jeszcze więcej wody w Wiśle, więc już totalnie zdziczałam 😉 Na Blogowigilii było dla mnie za tłoczno, za głośno, za dużo się działo, no i końcówka ciązy też zrobiła swoje, więc zmyłam się szybko, około 23 i tyle z imprezy.

    • Kochana to wyszłas niewiele wcześniej ode mnie, no ale ja byłam sporo spóźniona… W każdym razie w Poznaniu się zobaczymy – mój mąż przerażony, że znowu :p 😉

      P.S. właśnie przyjechaliśmy, ale tym razem na krótko 🙁 spotkamy się pewnie jak juz będziecie we czwórkę 😉

  • Ja ostatni raz byłam tam jakieś 8 lat temu, jeszcze za wolnych, panieńskich czasów 😉

  • O mi też…

  • Super rodzinny wypad. Ostatnio też mam ochotę namówić rodzinkę na weekend w którymś z dużych polskich miast. Chociaż z pewnością nie będzie to Warszawa, bo właśnie tu żyjemy i odkąd przeprowadziliśmy się na przedmieścia i chociaż odpoczywamy poza tym tłumem i szumem, biegiem, kolejkami i stresami to w końcu odetchnęłam. Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma. 😀

O mnie

Czeeeść! Jestem Asia i na drugie mam chaos 🙈 A poza tym sporo gadam o poprawnym zapinaniu pasów i bezpieczeństwie w podróży, jestem ambasadorką Kocham Zapinam, współpracowałam z Tylem.pl i założyłam pierwszą w Polsce grupę poświęconą fotelikom RWF, nad jej merytoryką od początku czuwają eksperci z grupy Bezpieczni. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią i mam fisia na punkcie pięknych, codziennych kadrów. Lubię ułatwiać sobie gotowanie i KOCHAM piec. Początkowo sceptyczna - dzisiaj fanka wielopieluchowania. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close