ScrollToTop

Dziecko

Bez sensu!

  • Joanna Janaszek
  • 1 062
  • 6 komentarzy

Znacie ten stan, kiedy zamiast cieszyć się chwilą i łapać z niej to co najlepsze Wy martwicie się o milion innych spraw? Zamiast czerpać radość z zabawy z dzieckiem, wspólnego grillowania ze znajomymi czy spaceru całą rodziną Waszą głowę zaprzątają inne sprawy, często naprawdę mało istotne? No właśnie, ja też, ale wciąż uczę się jak z tym walczyć…

Dwa dni przed chrzcinami Antosi, rozmawiam ze szwagrem i mówię mu, że stres mnie zjada, że jeszcze tyle do zrobienia, że w zasadzie nie wiem od czego zacząć, a co dopiero mówić o końcu przygotowań. Szwagier moją litanię podsumowuje krótkim bez sensu i opowiada mi kawał, który ma sprawić, że już do końca życia te dwa słowa nabiorą dla mnie zupełnie innego znaczenia. Miałam Wam go nie opowiadać, bo jest nieco wulgarny i odesłać do wuja Google, ale jak zobaczyłam jakie wyniki wyskakują po wpisaniu słów kluczowych zmieniłam zdanie i uznałam, że wersja szwagra jest o niebo delikatniejsza.

Hrabina chcąc rozruszać trochę hrabiego zagaduje:

– Hrabio, może podam kolację?
– BEZ SENSU. – odpowiada hrabia

– A może pójdziemy na spacer? – nie daje za wygraną hrabina

– BEZ SENSU.

– Wiem? Hrabio, a może mała zagadka?
– Hmm.. Zagadka, niech będzie!

– Co to jest: małe, białe i wchodzi do dziurki?
– Nie wiem! – odpowiada hrabia

– Biała mysz hrabio, biała mysz…

– BEZ SENSU! Biała mysz w ci**e!

Żyjemy w ciągłym pędzie. Nawet na macierzyńskim cały czas jest coś do zrobienia, cały czas mamy jakieś zaległe sprawy, często bierzemy na siebie więcej niż możemy unieść. Po co? Ja np. mam milion pomysłów na minutę i chciałabym je wszystkie zrealizować. Wkurza mnie, że nie starcza mi czasu, że nie jestem w stanie nie spać dwie doby z rzędu i normalnie funkcjonować. Szkoda mi czasu na sen, a nie nadaję się do życia, kiedy nie prześpię więcej niż 6-7h. To jest moje absolutne minimum. Wkurza mnie, kiedy bałagan w domu narasta, kolejne sprawy się kumulują, a ja mam wrażenie, że pomimo ciągłej pracy, nic nie posuwa się do przodu. To przytłacza, cholernie przytłacza. Wtedy potrzebny jest reset, o którym pisałam TUTAJ. A kiedy czujemy, że ten reset potrzebny jest zbyt często czas zabrać się za naukę.

Musimy nauczyć się żyć chwilą i nie zamartwiać się na zapas. Powiem Wam, że od kiedy to zrozumiałam staram się walczyć z tym bezsensownym stresem. Kiedyś jadąc do pracy stresowałam się, że stoję w korku. Przebierałam nogami, zerkałam na zegarek i odliczałam minuty do rozpoczęcia pracy – po co?! Czy miałam jakikolwiek wpływ na natężenie ruchu? Czy moje nerwowe patrzenie na zegarek wpłynęło na to, że autobus zaczął szybciej jechać? Nie, ale ile nerwów wtedy traciłam wiem tylko ja i każdy z Was, który ma podobne podejście. Dobrze wiem, że jest na wiele. Bardzo dużo osób przejmuje się wszystkim dookoła i za bardzo bierze sobie do serca nawet małe niepowodzenia. BEZ SENSU!

Takim małym niepowodzeniem można nazwać permanentny bałagan, który panuje w miejscach, w których przebywam. Tak, właśnie publicznie przyznaję się do tego, że do tej pory nie nauczyłam się utrzymywać porządku, chociaż po każdym generalnym sprzątaniu solennie obiecuję sobie, że zacznę odkładać rzeczy na miejsce. Niestety w ciągu kilku dni po moich obietnicach nie widać śladu, a ja wpędzam się w błędne koło stresu spowodowanego tym, że znowu jest coś z czym sobie nie radzę…

A to nieprawda! Jestem świetną matką i gospodynią, która tylko musi czasem wstawić pięć pralek w ciągu jednego dnia, bo okazuje się, że mąż nie ma w czym chodzić, a dziecku zostały tylko niewyjściowe bodziaki. No zdarza się, nie? Niektórzy mogą to potraktować jako olewanie rzecztywistości, ale ja ciągle uczę się, że życie mamy jedno i to pranie naprawdę nie jest w nim najważniejsze.

Jednak mój umysł stara się ze mną walczyć i wzbudzać wyrzuty sumienia. Obiecałam Wam, że dzisiajszy post ukaże się kilkanaście godzin wcześniej, ale pojawiła się niespodziewana rzecz, którą musiałam zrobić. Kiedy skończyłam była pierwsza w nocy. Owszem, mogłam usiąść i napisać coś, co nie miałoby ładu i składu, wrzucić zdjęcia i kliknąć “opublikuj”, ale tego nie zrobiłam. Nie zrobiłam tego, bo Was szanuję i nie chcę wrzucać Wam tutaj byle czego. Tekst czytam kilkukrotnie i poprawiam kilkunastokrotnie, dlatego potrzebuję na niego czasu. Niby wszystko jest jasne, to skąd bierze się ten stres, że tekst nadal jest nie skończony? Dlaczego zamiast cieszyć się, że Antosia przy śniadaniu głośno woła “niaaaam” na widok jajka, ja zastanawiam się, kiedy pójdzie na drzemkę, bo obiecałam Wam post, a on nie ukazał się jeszcze na blogu. Przecież wiem, że cierpliwie poczekacie, ale nadal się stresuję. BEZ SENSU!

Takich sytuacji jest mnóstwo. Przejmujemy się rzeczami, którymi naprawdę nie powinniśmy. Zaprzątamy sobie głowę i odbieramy radość z małych rzeczy, bo ciągle skupiamy się na tym, że jest coś do zrobienia. I to też jest BEZ SENSU! Wpędzamy się w niepotrzebny stres. Nakręcamy się i demotywujemy. Potrzebujemy więcej luzu i radości z tego, co jest tu i teraz. Nie możemy zaprzątać sobie głowy tym, że w domu zrobił się bałagan, od tygodnia jest nieposprzątane, a post nie został skończony na wczoraj. Nie możemy poświęcać spaceru z dzieckiem, zabawy czy wspólnie spędzonego czasu na rzecz nieumytego garnka czy prania, które od wczoraj zalega w pralce. Mówię to Wam i sobie, bo ja wciąż uczę się tego jak wyluzować i przestać się przejmować czymś, czego po prostu nie zdążyłam zrobić, a Ty?

 

 

DSC_0108

 

DSC_0114

 

DSC_0128

 

IMG_8438

 

IMG_8440

 

IMG_8471

 

IMG_8471a

 

IMG_8477

 

DSC_0613

 

IMG_8478

 

IMG_8551

 

IMG_8551a

 

IMG_8572

 

IMG_8576

 

IMG_8603

 

IMG_8607

 

IMG_8611

 

IMG_8618

 

 

Plecak, lanczówka, bidon – SKIP HOP

Poncho kąpielowe – LITTLE LIFE

Otulacz – POOFI

Rampers – PRIMARK

zdjęcia w większości wykonała Monika Kozera

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

  • Ja też walczę z tym ciągłym pędem. No nie wierzę że Antosia już sobie tak świetnie radzi w basenie, Super!!!!

  • Ja za nic nie mogę nauczyć się systematyczności i trochę mnie to drażni. Tak samo jak to, że (tak jak Ty) nie odkładam rzeczy na swoje miejsce… Już nawet mąż mi to zaczął wypominać. Jakby nie patrzeć ma rację. Jak czytam posty niektórych blogerek, o tym jak są zorganizowane, systematyczne to im zazdroszczę. Już kilka razy robiłam podejście do lepszej organizacji, plany, notesy, zapiski, listy, kalendarze, notatki i wszystko o kant *** 😉
    I masz rację, bez sensu przejmować się takimi sprawami, są rzeczy ważne i ważniejsze, jeśli pranie, prasowanie, odkurzanie poczeka jeden dzień, jeśli pójdziemy na obiad na miasto, to serio nie jest to koniec świata 🙂

    • Oj też jestem okrutnie niezorganizowana! Ale walczę, walczę z tym 😀
      p.s. właśnie jedziemy do zamku w Chęcinach i na pizze. Zostawiam okrutny bałagan! 😮

  • Tego się uczę na macierzyńskim, chociaż wciąż zdarza mi się niepotrzebnie denerwować milionem drobiazgów… Wszystko wymaga czasu 🙂

    • Kochana, Tosia ma już prawie 10msc a ja nadal nie opanowałam tej sztuki, ale mamy czas, najważniejsze, że to rozumiemy. Ja przed ciążą denerwowałam się mnóstwem drobiazgów i w ogóle tego nie zauważalam, także jest duży progres 😉

O mnie

Czeeeść! Jestem Asia i na drugie mam chaos 🙈 A poza tym sporo gadam o poprawnym zapinaniu pasów i bezpieczeństwie w podróży, jestem ambasadorką Kocham Zapinam, współpracowałam z Tylem.pl i założyłam pierwszą w Polsce grupę poświęconą fotelikom RWF, nad jej merytoryką od początku czuwają eksperci z grupy Bezpieczni. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią i mam fisia na punkcie pięknych, codziennych kadrów. Lubię ułatwiać sobie gotowanie i KOCHAM piec. Początkowo sceptyczna - dzisiaj fanka wielopieluchowania. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close