ScrollToTop

Dziecko

Żałuję, że podpisałam petycję w sprawie dobrowolności szczepień

  • Joanna Janaszek
  • 1 726
  • 1 komentarz

Przez niemal cały okres blogowania omijałam temat szczepień, nie czułam się na siłach, żeby go poruszać, nie za bardzo chciałam też wyrażać swoje zdanie, ponieważ sama nie do końca wiedziałam, co miałabym Wam powiedzieć – że nie wiem? Poruszać temat wałkowany niemal na każdym parentingu “dlaczego warto/nie warto szczepić dzieci” tylko dla podbicia statystyk – no way, to nie dla mnie! Szczególnie, że jedyną rzeczą jaką mogłam Wam wtedy przekazać był fakt, że jedyne co czuję to strach.

Chciałabym, a boję się.

Z jednej strony chciałam szczepić swoje dziecko, bo wydawało mi się to po prostu naturalne, publikacje naukowe potwierdzają zasadność szczepień, a z drugiej strony ruchy antyszczepionkowe skutecznie podburzały moje zaufanie co do bezpieczeństwa szczepionek. Muszę zaznaczyć, że zasadności szczepień nigdy nie podważałam, byłam raczej cichym obserwatorem poszukującym informacji, ale nigdy nie brałam udziału w żadnych dyskusjach na ten temat. Doszłam do etapu, w którym gotowa byłam przestać całkowicie szczepić dziewczyny. Ze strachu, nie mając żadnych konkretnych argumentów poza jednym – bałam się o swoje dzieci. Obecnie nadrabiamy szczepienia Franciszki, której nie zaszczepiliśmy już w szpitalu.

Zdecydowałam się w końcu poruszyć temat szczepień, bo pragnę podzielić się z Wami kilkoma spostrzeżeniami, poza tym jak to bywa z kontrowersyjnymi tematami dostaję od Was naprawdę mnóstwo pytań czy szczepię dziewczyny. Przyznam, że jako młoda matka dałam się zmanipulować ruchom antyszczepionkowym, odłożyłam na bok naukę i rozsądek, a zaczęłam wierzyć w spekulacje, później wchodziłam w to coraz głębiej i głębiej, do tego stopnia, że szczepienie na MMR Antoniny opóźniałam prawie trzy lata tym samym przyczyniając się do spadku wyszczepialności odry w Polsce.

Myśl o tym, żeby w końcu poruszyć temat na blogu kiełkowała we mnie od kilku miesięcy, zaraz po tym jak podpisałam petycję w sprawie dobrowolności szczepień i podzieliłam się tym faktem ze swoim małżonkiem. Spędziliśmy wtedy wieczór dużo rozmawiając i słowa, które powiedział mocno utkwiły mi w głowie i nie dawały spokoju – bo na pewno wiele osób myśli w podobny sposób jak ja do czasu naszej rozmowy! Do tej pory uważałam, że “Ja szczepię, ale podpiszę petycję, bo przecież każdy z nas powinien mieć wybór”.

No właśnie, ale czy na pewno każdy powinien mieć taki wybór?

Wyobraźcie sobie sytuację, w której zniesiony jest obowiązek szczepień, a wybór pozostawiony jest rodzicom – garstka zwolenników szczepień szczepi swoje dzieci, garstka antyszczepionkowców oddycha z ulgą, a reszta? Co dzieje się z resztą ludzi, którym pozostawiono wybór? Jest mnóstwo rodziców, którzy szczepią dzieci zgodnie z kalendarzem nie zastanawiając się nad tym specjalnie, nie analizując, nie zagłębiając się w szczegóły i internetowe przepychanki (bo to właśnie internet jest obecnie najpotężniejszym narzędziem niosącym wątpliwości). Szczepią, bo trzeba, bo z przychodni dzwonią i upominają. I wyobraźcie sobie teraz sytuację, w której obowiązku szczepień nie ma – zastanówcie się ilu rodziców po prostu oleje temat i nie pójdzie, bo przecież “nie trzeba”.

Wyszczepialność odry w Polsce i Europie na przełomie ostatnich lat drastycznie spadła (wg danych za 2017 rok spadła poniżej bezpiecznego poziomu 95%, wzrosła natomiast liczba zachorowań). Statystyki wyszczepialności oraz zachorowalności są ogólnodostępne – patrząc tylko na nie powinniśmy jako społeczeństwo, jako rodzice pewne sprawy przemyśleć. W kwietniu 2018 roku pojawiły się doniesienia, że możliwym jest, iż w Polsce pojawią się ogniska odry, w listopadzie 2018 roku pojawiły się pierwsze ogniska na Mazowszu (13 potwierdzonych laboratoryjnie zachorowań w powiecie pruszkowskim).

Jeżeli ktoś nie chce i tak nie zaszczepi.

Jeżeli ktoś nie chce zaszczepić swojego dziecka to po prostu tego nie zrobi – czy obowiązek szczepień nadal będzie czy zostanie zniesiony. Powinniśmy walczyć o dostęp do informacji, a nie zniesienie obowiązku szczepień, bo to może mieć naprawdę opłakane skutki.

W momencie podpisywania przeze mnie petycji Franciszka była już po pierwszych szczepieniach, a Antonina w końcu (wg kalendarza szczepień z niemal 3-letnim opóźnieniem) po szczepionce na odrę, świnkę, różyczkę (MMR).

Chciałabym, żebyście spojrzeli na to z tej strony, nie jestem medykiem i nie mam zamiaru poruszać tematu od tej strony, wiem natomiast jedno – wszelkie publikacje naukowe potwierdzają zasadność szczepień. Ryzyko powikłań jest zawsze, powszechnie dostępny paracetamol niesie ze sobą szereg niepożądanych skutków ubocznych, każdy zabieg, operacja czy zastrzyk niesie ze sobą pewne ryzyko. Trzeba jedynie przekalkulować, co jest dla nas ważniejsze – strach czy fakty poparte latami badań?

Zostawiam Wam temat do przemyślenia, tak po ludzku, bez oceniania, po prostu do zastanowienia się.

Zdjęcie główne: Hyttalo Souza, Unsplash

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

  • Jestem Ci bardzo wdzięczna za poruszenie tego tematu ❤️ Niestety każda decyzja ma swoje konsekwencje nie tylko dla naszego dziecka, ale i innych osób. Warto o tym pamiętać.

O mnie

Cześć! Jestem Asia i bardzo cieszę się, że tu trafiłaś. Jestem mamą dwóch córek - starszej Antoniny i młodszej Franciszki. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią, a od 2016 roku współpracuję z grupą Bezpieczni zajmującą się bezpieczeństwem w podróży. Jestem założycielką pierwszej w Polsce grupy poświęconej fotelikom montowanym tyłem (RWF), do której Cię serdecznie zapraszam. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość, uwielbiam fotografię i dobre jedzenie. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close