ScrollToTop

Mama

Spędziłam trzy dni bez telefonu i Internetu! To dało mi do myślenia…

  • Joanna Janaszek
  • 1 721
  • Brak komentarzy

Świat się nie zawalił, wiecie? Może i po trzech dniach offline moja skrzynka pęka w szwach, mam kilkadziesiąt powiadomień w każdym medium, w którym działam, a ikonka wiadomości w telefonie wciąż miga… Ale świat stoi jak stał, Ziemia nadal kręci się wokół Słońca, a jedyne co się stało to fakt, że pierwszy raz od długiego czasu tak naprawdę oczyściłam swój umysł i odpoczęłam.


– Dzień dobry poproszę Asię
– Już daję
– Asiaaaaa – woła babcia – ktoś do cieeebie.

Jak za starych czasów, lecę do telefonu, stoję przy drzwiach i rozmawiam. Ustalam, że ładowarkę wyślą mi kurierem, normalnie przed rozłączeniem padłoby „Dobra, adres wyślę ci smsem”, zamiast tego – masz gdzie zapisać? – pytam. Marta się śmieje, że zupełnie jak kiedyś, ogarnia coś do pisania, ja dyktuję adres.

Trzy dni później…

Kurier nadal się nie pojawił, więc rozpoczynam następny dzień w trybie offline. Wychodząc na spacer nie wiem która jest godzina, bo zegarka ze sobą też nie wzięłam, wstaję razem z dziećmi, bo nie ustawiam budzika, a o której wstałam dowiaduję się dopiero po spojrzeniu na zegarek w kuchni. W telefonie zazwyczaj godzina aktualizuje się sama, w babcinym zegarku rozładowała się bateria i początkowo myślałyśmy, że jest godzinę wcześniej niż było w rzeczywistości. Początkowo sugerowałam się temperaturą w domu, co niejednokrotnie spowodowało, że ubrałam siebie i dziewczyny nieadekwatnie do pogody, później temperaturę powietrza sprawdzałam wychodząc na dwór. Nie mogłam powisieć wieczorem na telefonie z mężem czy zadzwonić do mamy z placu zabaw, wygooglać rzeczy, które normalnie sprawdziłabym od razu ani zrobić zdjęcia. A nie, przepraszam i tak ciągam ze sobą wszędzie aparat, więc zdjęć z tego czasu mam mnóstwo.

Poza tym przeżyłam trzy cudowne dni, w których nikt nie zawracał mi głowy, a pilne sprawy okazały się nie być wcale takimi pilnymi. Wiecie… leciała powtórka serialu, który oglądałam przed wyjazdem – okazało się, że nie widziałam połowy, chociaż obejrzałam cały odcinek. Zapewne akurat siedziałam wtedy w telefonie, nie mam jednak tak podzielnej uwagi jak mi się do tej pory wydawało.


Co dały mi trzy dni bez telefonu?

Telefon jest moim narzędziem pracy, więc siłą rzeczy korzystam z niego często, dużo i niemal w każdym miejscu, w którym się znajduję. Jest dla mnie codziennością, budzę się sprawdzając godzinę i pogodę, kładę się spać ustawiając budzik, sprawdzam przepisy, kontaktuję się z najbliższymi, załatwiam sprawy i jak już wspominałam – dużo na nim pracuję…

Przez to, że telefon jest w ciągłym użyciu i ciągle blisko mnie, nie opuszcza mnie wrażenie, że jestem w pracy 24 godziny na dobę. W wolnej chwili odpowiem na komentarze, w międzyczasie wrzucę coś na story, rano dodam zdjęcie, w łazience sprawdzę skrzynkę mailową, żeby wiedzieć czy nie ma nic pilnego i tak w kółko. Wakacje, tydzień, weekend i święta – nieważne, ciągle online, ciągle połączona ze światem, ciągle pod telefonem i messengerem.

Pracuję zdalnie i uwielbiam to za wolność, którą mi to daje, ale ta wolność jak widać bywa pozorna. Zdecydowanie muszę nauczyć się oddzielać czas wolny od pracy, nie postawię na pewno grubej kreski, nie zakończę pracy o 16:00 zamykając laptopa i wyłączając telefon, bo mam nieco inny tryb, ale na pewno popracuję nad jakością swojego czasu wolnego. Czasu wolnego, który będę spędzać bez telefonu przy tyłku.


Zdałam sobie też sprawę, że w obecnych czasach nieograniczony dostęp do telefonu, możliwość bycia w kontakcie nawet z ludźmi na drugim końcu świata przez całą dobę, Internet, który kosztuje grosze, a nawet do którego darmowy dostęp mamy w wielu miejscach jest zarówno błogosławieństwem jak i przekleństwem. Z jednej strony fantastyczne jest to, że mogę rozmawiać z mamą codziennie, wysyłać jej zdjęcia dziewczynek, zadzwonić do brata, umówić się z koleżanką na telefon, ale z drugiej strony… Jak często zastępujemy prawdziwe spotkanie rozmową messengerze tłumacząc się przed samą sobą, że „nie ma czasu, tyle jest do zrobienia, na szczęście mamy Internet/telefon”. Ten kontakt jest tylko pozorny, nic nie zastąpi nam relacji na żywo, relacji które trzeba pielęgnować i o nie dbać. Telefon może być tylko dodatkiem, a nie środkiem zastępczym. Proszę, przemyślcie to dziewczyny.

A gdyby tak #DzieńBezTelefonu zrobić sobie raz w tygodniu?

Postanowiłam na jeden dzień w tygodniu wyłączać całkowicie telefon. Przyłączycie się do mnie? 🙂 Wybierzcie sobie jeden dzień w tygodniu, w którym będziecie całkowicie offline. Ale tak wiecie, po całości, a nie tylko wyłączając Internet w telefonie. Przełączcie się na tryb samolotowy, żeby móc robić zdjęcia lub całkowicie wyłączcie telefon. Ciekawa jestem ile razy złapiecie się na tym, że sięgnęłybyście po niego w celu bezsensownego przescrollowania tablicy po raz enty. Ja pierwszego dnia łapałam się na tym wiele razy, w kolejnych dniach nawet nie pamiętałam o istnieniu telefonu i ani razu nie sięgnęłam po niego do kieszeni/torebki.

A jak byście chciały dać mi znać, że się przyłączyłyście oznaczcie mnie i zachęćcie innych do całkowitego porzucenia telefonu na jeden dzień . Wrzucajcie zdjęcia oznaczając mnie na IG @antoonovka, a na FB @Antoonóvka i konieczcie dodajcie hashtag #DzieńBezTelefonu, oczywiście kolejnego dnia po tym spędzonym offline. 😀 Z przyjemnością będę udostępniać jak spędzacie czas bez telefonów. 🙂

***

Lubicie do nas zaglądać? Koniecznie zaobserwujcie nas na Instagramie (KLIK)!

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

O mnie

Cześć! Jestem Asia i bardzo cieszę się, że tu trafiłaś. Jestem mamą dwóch córek - starszej Antoniny i młodszej Franciszki. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią, a od 2016 roku współpracuję z grupą Bezpieczni zajmującą się bezpieczeństwem w podróży. Jestem założycielką pierwszej w Polsce grupy poświęconej fotelikom montowanym tyłem (RWF), do której Cię serdecznie zapraszam. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość, uwielbiam fotografię i dobre jedzenie. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close