ScrollToTop

Dziecko

Franciszko! Przyszedł czas spróbować czegoś nowego – rozszerzanie diety

  • Joanna Janaszek
  • 1 484
  • 5 komentarzy

W ostatnim czasie najczęściej pytacie mnie jak idzie nam roszerzanie diety Franciszki, prosiłyście też o wpis o tym, co i w jakiej kolejności podawać, papki czy BLW – ogólnie, jak zacząć. Niejednokrotnie powtarzałam i wciąż się tego trzymam, że nie jestem dietetykiem i nie wezmę odpowiedzialności mówiąc Wam jak macie to zrobić. Jak każda z Was jestem matką, opieram się na ogólnodostępnej wiedzy i najnowszych zaleceniach, więc nie będę udawać, że wiem więcej niż powinnam. Ale mogę Wam powiedzieć jak rozszerzanie diety wygląda w naszym domu.

Kiedy zaczęłam rozszerzać dietę?

W przypadku Tosi przebierałam nogami niemal od jej urodzenia, nie mogłam doczekać się, kiedy podam jej pierwszą marchewkę i jabłuszko. Rozszerzać dietę zaczęliśmy w okolicach 6 miesiąca, ale Tośki nie interesowało jedzenie, pluła przy próbie podania czegokolwiek łyżeczką, więc stosowaliśmy BLW – bawiła się długo, ale najadała wyłącznie piersią. Zjadać coś więcej niż mleko zaczęła po 1 roku życia, w okolicy 1,5 roku. Jako czterolatka ma dni lepsze i gorsze, swoje ulubione potrawy, ale coraz częściej (dopiero teraz!) probuje nowe smaki.

Franciszka jako pierwszy posiłek (6 miesięcy i 5 dni) poza moim mlekiem dostała kaszkę jaglaną na wodzie. Zjadła wszystko, co jej nałożyłam (dwie czubate łyżeczki) i domagała się o więcej. Od jej urodzenia jadłam wszystko, nie wykazywała żadnych alergii pokarmowych, więc nie miałam obaw podczas wprowadzania nowych produktów. Zaczęłam od kaszki, później warzywa, zupki, na końcu owoce. W ciągu dwóch tygodni rozszerzania diety poznała mnóstwo nowych smaków – zajada się malinami, uwielbia kaszkę jaglaną, z arbuza wysysa sok, przy jabłku się krzywi, ale zajada chętnie. Nie lubi marchewki, wzgardziła moją zupką, a słoiczkową papkę wsunęła aż jej się uszy trzęsły. Wyciąga rączki, chętnie wszystkiego próbuje i widać, że poznawanie jedzenia innego niż mleko sprawia jej dużą przyjemność. Ogromnym zaskoczeniem dla mnie jest to, że domaga się jedzenia. Proponuję jej posiłki mniej więcej o tych samych porach – rano kaszka (helpa – kupiłam chyba wszystkie rodzaje) lub jogurt naturalny (daję bakoma, ma dobry skład) z jakimś owockiem, przeważnie zjada porcję ok. 80 g. Zawsze przed, po lub w trakcie podaję pierś, która cały czas jest na żądanie. Nie zastępuję posiłków mlecznych pokarmami stałymi, a przynajmniej staram się tego nie robić, bo często bywa tak, że przed jedzeniem nie chce piersi, gryzie mnie dziąsłami i płacze. Serio, po Antoninie, która naprawdę nie schodziła z piersi nadal jest to dla mnie dziwne, że tak małe dziecko tej piersi odmawia. W międzyczasie proponuję jej coś ze swojego talerza, po południu dostaje swoją porcję, ale zawsze dbam o to, aby nie jadała oddzielnie, a uczestniczyła w posiłkach z nami. Owoce zajadamy w międzyczasie, czasami jeżeli domaga się posiłku dostaje jeszcze coś wieczorem. Oczywiście nie zapominam, że

Mleko matki lub mleko modyfikowane jest podstawą żywienia niemowląt do ukończenia 1 roku życia.

Papki czy BLW?

Papki, blendowane jedzenie, słoiczki, karmienie łyżeczką – zawsze uważałam, że to jak i czym karmi się  swoje dziecko to indywidualna decyzja każdej rodziny. Zdania nie zmieniłam, nie ma jednej słusznej metody i drogi, która sprawdzi się przy każdym dziecku. Ba! Ja w tym swoim zdaniu jeszcze bardziej się utwierdziłam mając do czynienia z takim niemowlakiem, jakim jest Franeczka! Jestem gorącą zwolenniczką BLW, ale w tej chwili w zdecydowanej większości karmię Franię łyżeczką. Dlaczego? – zapytacie. Otóż moje dziecko jak wspominałam Wam w poprzednim akapicie domaga się jedzenia. Oczywiście pozwalam jej sięgać, próbować, łapać łyżeczkę i sprawdzać co na niej jest. Nie karmię jak karabin maszynowy, czekam aż połknie w międzyczsie podjadając przeważnie swój posiłek. Nie muszę być cierpliwa, bo Franka jak tylko zdąży przełknąć krzyczy, żeby szykować kolejną porcję. Nie robię samolocików, nie odstawiam cyrków, nie rozśmieszam, nie podaję na siłę. Młoda zazwyczaj “siedzi” na moich kolanach, a ja proponuję jej posiłek – je tyle, ile chce.

Z niecierpliwością czekam aż Franciszka zacznie samodzielnie siadać, wtedy wyciągnę krzesełko i będę oferować jej zdecydowanie więcej rzeczy. Karmienie łyżeczką jest na tę chwilę dla nas po prostu najwygodniejszą opcją, ale nie oznacza to, że zrezygnowałam z BLW. Uważam, że ten sposób żywienia niemowląt i dzieci niesie ze sobą mnóstwo korzyści! Nawet nie chodzi tutaj o samodzielność, ale o wybór jaki dajemy dzieciom i możliwość poznawania jedzenia nie tylko smakiem, ale też poprzez jego konsystencję, fakturę, kolor i kształt. Myślę, że jak Młodsza zacznie siadać całkowicie przejdziemy na BLW. I tak, tak, wiem, że dzieci niesiedzące również mogą od początku jeść samodzielnie. 😉 Pytacie jeszcze jak zamierzam/wprowadziłam Franciszce gluten do diety – pewnego dnia zwinęła mi po prostu bułkę z talerza.

Słoiczki czy domowe jedzenie?

Zdecydowanie domowe! Ale… Tym razem przyznaję, że moja córka pałaszuje jedzenie ze słoiczków. Te słoiki to wypadkowa dwóch rzeczy: mojego lenistwa i niepohamowanego apetytu Frani. Czy to oznacza, że zmieniłam zdanie na temat jedzenia ze słoiczków? W żadnym wypadku! W dalszym ciągu uważam, że gotowe jedzenie dla niemowląt, podobnie jak gotowa garmażerka dla dorosłych nie jest tym, czym powinniśmy żywić się na co dzień. Kupiłam słoik na próbę, później dokupiłam kilka kolejnych. Dzięki temu wiem jakie smaki odpowiadają France, a za czym nie przepada. Cóż… W sumie to smakuje jej wszystko, poza marchewką. Kilka słoiczków zabiorę zapewne nad morze, ale tak jak wspominałam w poprzednich akapitach szybkim krokiem zmierzamy już w stonę BLW – moja młodsza już pełza, lada chwila pewnie zacznie samodzielnie siadać. Kupiłam kilka słoiczków HIPP’a, BabyDream BIO i BoboVity – z tej trójki zostały dwa pierwsze. W zasadzie to wszystko, co Wam chciałam powiedzieć o gotowym jedzeniu dla dzieci, chcę żebyście wiedziały, że podobnie jak Danonki dla starszej tak i słoiczek dla młodszej pojawiają się w naszym domu, ale reklamy tych produktów na pewno u mnie nie zobaczycie, bo nie uważam tego za wartościowe, godne polecania i rekomendowania.

Jedno dziecko lubi papki i karmienie łyżeczką, inne na widok łyżki będzie reagować histerycznym płaczem i dopiero po uzyskaniu kontroli nad jedzeniem zacznie odkrywać nowe smaki. Jedno jest gotowe na rozszerzanie diety po 6 miesiącu, inne potrzebuje więcej czasu. Dzieci, podobnie jak my dorośli są różne, moim zdaniem najważniejsze jest dostosować sposób rozszerzania diety do własnej sytuacji, nie fiksować się na jednej metodzie i konkretnym sposobie, dbać o jakość podawanych produktów i po prostu zaufać dziecku. Niech rozszerzanie diety i rodzicielstwo będzie fantastyczną przygodą, a nie frustrującym obowiązkiem. Powiem Wam, że moje drugie macierzyństwo jest zdecydowanie bardziej świadome i wyluzowane.

Dziewczyny, zachęcam Was do obserwowania nas na INSTAGRAMIE (klik) – jest tam nas zdecydowanie najwięcej, szczególnie na InstaStory. Zapraszam również do nowopowstałej grupy dla mam i przyszłych mam.
⬇⬇⬇

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

  • Monika

    A ja jestem ciekawa czy nie miałabyś w rękawie jakis inspiracji na słoiczki domowe ale tak, które będę mogła podać za pół roku 🙂 w sensie, które wytrzymają.
    Nasza córka będzie w odpowiednim wieku do rozszerzenia diety około grudnia/stycznia, a chciałabym jak najbardziej wykorzystać dostępność warzyw i owocu z babcinego ogrodu 🙂
    Póki co mamy zawekowany mus z jeblam i..to tyle 😂 chęci są, ale pomyslow brak

    • Monika

      Mus z jabłkiem miało byc 🙂

      • Joanna Janaszek

        Ah ten słownik 😀

        A może wykorzystaj zamrażarkę? Pomroź sezonowe warzywa i owoce, a później będą idealne do rozszerzania diety i przygotowania małych porcji. 🙂

  • Mari i

    Leon późno zaczął siedzieć, więc na początku też były u nas papki. Powiem wręcz, że nawet próbowałam dać mu do rączki coś nieprzemielonego, ale zwyczajnie nie chciał. Mieliśmy wtedy różne wyjazdy, więc i słoiczki się pojawiły. Nie stanowiło to jednak przeszkody przed przejściem na blw 🙂 wszystko z głową, pomalutku, bez presji. Tak powinno wyglądać rozszerzanie diety. Niektóre matki myślą, że jak nie upchną wszystkich warzyw w ciągu miesiąca, spóźnią się z glutenem o jeden dzień, to nie wiadomo co się stanie… Smutne trochę, bo przecież ten nowy etap powinien być samą radością.

  • Przykład z mojego życia:
    Spotkałam się jakiś czas temu ze znajomymi. Każdy opowiada co u niego itp. Ja siedzę zmęczona i czuję, że zaraz zasnę.
    – Ola, co tam u Ciebie?
    -Nic. Zmęczona jestem.
    -Czyyym???!! Wszyscy głośno zapytali, w tym samym momencie. Serio. Całkiem serio. Śmiałam się, że opiszę tą sytuację na blogu hahaha 😁.
    Świetny wpis.

O mnie

Cześć! Jestem Asia i bardzo cieszę się, że tu trafiłaś. Jestem mamą dwóch córek - starszej Antoniny i młodszej Franciszki. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią, a od 2016 roku współpracuję z grupą Bezpieczni zajmującą się bezpieczeństwem w podróży. Jestem założycielką pierwszej w Polsce grupy poświęconej fotelikom montowanym tyłem (RWF), do której Cię serdecznie zapraszam. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość, uwielbiam fotografię i dobre jedzenie. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close