ScrollToTop

Karmienie Piersią

Mlekiem z Miłością – geneza projektu i historie trzech uczestniczek

  • Joanna Janaszek
  • 1 817
  • Brak komentarzy

Odkąd zostałam matką, a później Promotorką Karmienia Piersią i trafiłam w zakątki internetu, w których nigdy nie chciałam się znaleźć, w zakątki gdzie matki dzielą się na te lepsze i gorsze, obrzucają się wzajemnie wyzywiskami i obrażają, a wszystko przez karmienie, a raczej sposoby karmienia niemowląt, odtąd wiedziałam, że chcę coś w tym kierunku zrobić. Niedawno zrodził się w mojej głowie pewien pomysł…

Cała podekscytowana przedstawiłam swój zamysł Monice (Monika Kozera Fotografia – klik, klik), a Ona jako fotograf, ale również matka na karmiącej emeryturze z chęcia podjęła wyzwanie. Dzisiaj z dumą pragnę przedstawić Wam efekt naszej współpracy, pierwszy z kilku planowanych wpisów projektu Mlekiem z Miłością. Za wspaniałe logo projektu dziękujemy Ani z Mruff Design (klik, klik)

Dzisiaj opowiem Wam genezę projektu Mlekiem z Miłością, zdradzę dlaczego na zdjęciu głównym jest biały dym, opowiem historię trzech mam, oczywiście pokażę zdjęcia autorstwa Moniki oraz zaproszę Was do przyłączenia się do Mlekiem z Miłością. Chciałabym, żeby o projekcie usłyszała cała Polska, a wiem, że dzięki Wam jest to możliwe! 🙂

Geneza projektu Mlekiem z Miłością

Chciałyśmy z Moniką uchwycić piękno karmienia, nie tylko piersią. Pokazać ludziom, że karmienie naturalne to nie takie hop siup jakie mogłoby się wydawać. Są kobiety, które z karmieniem nie mają żadnych problemów, przychodzi im ono z łatwością, od innych wymaga ono mnóstwo pracy i samozaparcia, a jeszcze innym pomimo chęci karmienia życie układa się inaczej i karmią butelką swoim odciągniętym mlekiem lub mieszanką. Co różni te mamy? Sposób karmienia. Co je łączy? Miłość do swoich dzieci.

Jako Promotor Karmienia Piersią chciałabym pokazać jak ważne w początkach karmienie piersią jest wsparcie i wiedza. Jak ważne jest przygotowanie się do karmienia piersią już w ciąży, edukacja siebie, ale też edukacja personelu medycznego. Przy wsparciu grona fantastycznych kobiet, które wzięły udział w projekcie Mlekiem z Miłością, przy Waszym wsparciu chcę pokazać jak wiele może zniszczyć brak tego wsparcia, jak może utrudnić początki młodym matkom…

Bardzo często powtarzanym zdaniem jest: „nieważne jak karmisz, ważne że kochasz” – kurczę, jasne że ważne, ale nie NAJWAŻNIEJSZE!  Z tego samego powodu jak ważne jest picie wody czy jedzenie warzyw. Mleko matki jest najlepszym pokarmem dla dziecka i żadna mieszanka nie będzie tak dobra, ale karmienie piersią nie robi z matek lepszych, a karmienie butelką gorszych – za każdą matką i dzieckiem stoi inna historia, a ja te historie, Wasze historie chciałabym opowiedzieć światu.

Mlekiem z Miłością to nie tylko projekt fotograficzny, to projekt z misją zwrócenia uwagi na wciąż zbyt małe wsparcie laktacyjne dawane młodym matkom. To projekt, który ma zwrócić uwagę na problem personelu, który zamiast wspierać matki pragnące karmić piersią powtarza laktacyjne mity, zamiast kierować do doradców laktacyjnych woli podać butelkę z mieszanką. Ale to też projekt, który pokazuje, że matki, które otrzymały odpowiednie wsparcie, pomimo początkowych trudności dzisiaj karmią piersią.

Karmić piersią na oddziale położniczym zaczyna 98% kobiet, po sześciu tygodniach karmienie kontynuuje zaledwie tylko połowa matek! Jak wynika z raportu autorstwa dr Moniki Żukowskiej-Rubik i dr Magdaleny Nehring-Gugulskiej z Centrum Nauki o Laktacji oraz organizatora kampanii Mleko Mamy Rządzi tylko 9% położnych środowiskowych w przypadku nieprawidłowych przyrostów zaleciło wizytę u doradcy laktacyjnego, aż 44% zaleciło dokarmianie mieszanką (!!!), kolejno zwiększenie częstotliwości karmień 44%, karmienie z obu piersi podczas jednego karmienia 35% oraz odciąganie pokarmu 23%. A wiecie, że tylko 1 na 3 dzieci jest karmionych wyłącznie piersią przez pierwsze 6 miesięcy? (raport 2017 klik, klik do całości). Pomimo zachęcania na oddziałach do karmienia naturalnego aż 62% kobiet nie miało możliwości skorzystać z profesjonalnej pomocy certyfikowanego doradcy laktacyjnego (raport 2018 klik, klik). Jeżeli temat Was interesuje zachęcam do przeczytania raportów. 🙂

Symbolika białego dymu

Biały dym na zdjęciu głównym symbolizuje połączenie matek karmiących swoje dzieci mlekiem w różny sposób – piersią i butelką, po prostu Mlekiem z Miłością.

Poznajcie trzy pierwsze historie, które opowiedziały mi mamy uczestniczące w projekcie.

KAROLINA

Zacznę od tego, że przez całą ciążę byłam nastawiona na kp, bardzo tego pragnęłam, bo od wielu moich koleżanek, które urodziły dzieci chwilkę przede mną słyszałam, że to najpiękniejsze chwile bliskości. Poród marzenie, szybki, niemalże bezbolesny i później .. zaczął się mój koszmar. Koszmar związany z kp. Po szyciu krocza na sali poporodowej dostałam swoją Zuzię, usłyszałam tylko „proszę nakarmić”, nawet nie zdążyłam powiedzieć, że totalnie nie wiem jak to zrobić, ćwiczyłam w szkole rodzenia ale na sucho na lalce. Pomyślałam, że jakoś sobie poradzę, nie prosiłam o pomoc bo nie bardzo było kogo, niedaleko mnie za parawanami rodziły kobiety, które przecież bardziej potrzebowały wsparcia i pomocy. Jakoś tą Zuźkę udało mi się nakarmić i pierwsza noc minęła nam w miarę. Kolejny dzień, mój płacz, moje rozgoryczenie i myśl, że ja nie wykarmię tego dziecka. Mój mąż 2 razy prosił położną o to żeby przyszła i pokazała mi jak prawidłowo przystawić dziecko do piersi, niestety porady kończyły się na tym, że usłyszałam „ssie prawidłowo”, modliłam się żeby jak najszybciej wyjść ze szpitala i w domu na spokojnie sam na sam z córką nauczyć się karmienia. Po jakimś tygodniu od wyjścia ze szpitala odwiedziła nas położna środowiskowa, która zadała tylko pytanie „czy Pani karmi piersią?”, uzupełniła ankietę i zostawiła nas samych sobie. Po 2 tygodniach od pojawienia się na świecie Zuzi zaczęły się kolki, ja spanikowana młoda mama kolejnego dnia pojechałam na wizytę do naszego pediatry, diagnoza kolka niemowlęca, trzeba wykluczyć z Pani diety prawie wszystko co Pani je, drób, jaja, brokuły, kalafior, czekoladę, warzywa strączkowe, cytrynę, pomarańcze, mandarynki, ryż .. I mogłabym tak wymieniać długo. Zalecamy dietę lekkostrawną. Ja przez cały okres mojego kp jadłam na zmianę chleb z pasztetem i chleb z masłem, nie piłam nic innego poza wodą niegazowaną, bo stwierdzono. Zuzka nadal płakała, kolejne wizyty u lekarza, kolejne wyrzeczenia. W końcu mój pokarm zaczął się robić niemalże przezroczysty, usłyszałam wtedy, że małą trzeba dokarmić bo się nienajada, bo mój pokarm jest bezwartościowy. Posłuchałam lekarzy, podałam butelkę i to był mój życiowy błąd. Zaczęłam walczyć o kp z pomocą doradcy laktacyjnego. Niestety nie przyniosło to żadnych rezultatów, mimo tego, że wizyty słono kosztowały. Usłyszałam wtedy, że kp nie jest dla wszystkich, nie każdy musi kp. Motywujące, prawda ? W końcu jeden mądry starszy Pan, mowa o Panie Zdzisławie Domagale, do którego trafiłam z córką przypadkiem po 1 ulżył jej przy kolkach przepisując jej lek na receptę, po 2 napisał mi w zaleceniach MAMA JE WSZYSTKO PODCZAS KP. Mam ogromny żal sama do siebie, bo jako młoda niedoświadczona mama ślepo wierzyłam lekarzom i położnym, dzięki nim moja córka jadła mleko modyfikowane już mając 2 msc, a karmień piersią było coraz mniej. Nikt nie powiedział mi jak postępować kiedy ma się pogryzione brodawki, nikt nie pokazał mi pozycji w jakich najlepiej karmić dziecko, nikt nie uświadomił mi tego, że mogę jeść wszystko bo kolki to nie moja wina.

Ja nadal przeżywam to, że już nie karmię. Mam duże poczucie winy, że nie dałam mojemu dziecku tego co najlepsze. Czasami mam wrażenie, że lekarze i położne zatrzymały się na wiedzy, którą przyswoili 20 lat temu.

Dodam jeszcze, że Pani doktor, która wykluczyła z mojej diety prawie wszystko to kobieta, która niedawno zakończyła edukację i zaczęła pracować w zawodzie. Położne w szpitalach w wielu przypadkach idą na łatwiznę i wolą dokarmić dziecko niż wytłumaczyć matce jak cały proces karmienia powinien przebiegać.

MARTA

Zaczynajac pisać moją historię właśnie zasiadam do mojej randki z laktatorem. Jest 24:00, więc czas zacząć podejscie nr 1…. Ciąża była naszym prezentem mikołajkowym w 2016 roku. Wracając wieczorem z pracy otworzyliśmy wyniki badań i mieliśmy potwierdzenie że rośnie we mnie mały “tic tac” Magiczna chwila, którą zapamiętam do końca życia. I wtedy ruszyły wielkie przygotowania do narodzin naszego dziecka. Dzień narodzin zbliżał się wielkimi krokami a ja starałam się z całych sił jak najlepiej przygotować do nowej roli, również do karmienia piersią. Dużo czytałam, oglądałam filmików, razem z mężem zapisaliśmy się do szkoły rodzenia. Wtedy wydawało mi się że karmienie piersią to taki naturalny proces, który odbywa się bez większych problemów. Pod koniec 36 tyg ciąży po dniu pełnym wrażeń wylądowałam na izbie przyjęć. Nie spodziewałam się że tamtej nocy urodzę….a jednak! Hania przyszła na świat siłami natury 19 lipca o 3:53. Córka urodziła się zdrowa, 10/10 pkt, nic nie zapowiadało że będą problemy z karmieniem. Życie pokazało zupełnie co innego. Od początku były problemy z przystawieniem, córka nie chciała chwycić piersi. Razem z personelem próbowaliśmy na różne sposoby- bez rezultatu. Neonatolog pokazała mi jak mam ściągać ręcznie pokarm. I tak kropelka po kropelce podawałam córci moje mleczko. Już w szpitalu dopadł mnie baby blues, płakałam, że jestem złą matką, że sobie nie radzę, że mam mało mleka, że nie jestem w stanie wykarmić własnego dziecka!!! Z perspektywy czasu widzę ile błędów popełniłam na starcie. Nie mialam nawału, sesje trwaly nawet po 40 minut. W akcie desperacji w nocy poszłam do położnych po mm. Nie byłam w stanie znieść myśli że moje dziecko jest głodne i spada z wagi. Teraz wiem, że była to nieprzemyślana decyzja i niestety ale zbyt szybko się poddałam. W szpitalu byłyśmy tydzień, przez ten okres mąż dwa razy kupował mi laktator ponieważ ciężko było dobrać ten odpowiedni. Bardzo źle czułam się z tym że muszę odciągać, czułam się gorszą matką, ale z drugiej strony wiedziałam że moje mleczko jest najlepszą opcją dla niej. I tak zaczęła się moja przygoda z laktatorem. Po powrocie ze szpitala szukałam jeszcze pomocy….tak bardzo zależało mi na kp… Nikt z bliskich (oprócz męża) nie dawał mi szans że bedę karmić piersią. Szukałam pomocy, umówiłam się z CDL, jedną, drugą…. Aż w końcu trafiłam na dr Gładyś-Jakubczyk. To ona na początku była moim aniołem i wsparciem. Okazało się że pani doktor sama była mamą kpi, dała mi kopniaka do działania i ogrom motywacji. Poźniej wielkim odkryciem dla mnie była grupa wsparcia dla mam KPI na Facebooku. To tam dowiedziałam się między innymi jak prawidłowo ściągać, co i jak robić w sytuacjach kryzysowych. Ta grupa to nie tylko skarbnica wiedzy, ale przede wszystkim meeega wsparcie, które jest bardzo potrzebne przy KPI bo nie jest to tak łatwe jak mogłoby się wydawać.

Początkowo moje życie toczyło się wokół laktatora. Ściągałam co 2 godziny (czyli średnio 6h/dobę z laktatorem), do tego dochodziło mycie sprzętu, sterylizacja, karmienie i tak w kółko. Na “normalne” życie nie było szans. Z tego okresu nie mam zbyt dużo miłych wspomnień. Ale z czasem i z pomocą męża udało nam się wyrobić taki rytm dnia, aby zacząć w miarę normalnie funkcjonować. Z dnia na dzień mleczka było coraz więcej. Udało się nawet zrobić zapasy na czarną godzinę i zapełnić zamrażalnik moim mleczkiem. Obecnie moja córka skończyła rok. Nadal jest na moim mleku, ktore ściagam co 4 godziny. Mimo rozszerzenia diety mleczko dla niej to podstawa. Dużo osób z mojego otoczenia nadal nie rozumie tego że jeszcze ściągam, że już dawno powinnam przejść na mm (przecież w cyckach jest już sama woda!) i nie męczyć się z laktatorem. Ale wierzę w moc mleczka i wiem że jest to dobra inwestycja w przyszłość córki! Świadomość tego że dostaje to co najważniejsze trzyma mnie przy tym.

KPI to ciężka praca, która wymaga dobrej organizacji czasu i sumienności. Mimo tego warto podjąć próbę karmienia dziecka w ten sposób, bo każda kropla naszego mleczka jest na wagę złota. Warto szukać wsparcia, zarówno w w walce o karmienie piersią jak i w kpi, jeśli kp z jakiegoś powodu nie wypali. Bo niezależnie jak karmimy nasze skarby wsparcie w tym co robimy to podstawa!!!

ANNA

W ciążę zaszłam mając 39 lat, czekałam na Lenkę bardzo długo, ale udało się. Ciąża przebiegała prawidłowo do ok 29 tygodnia ciąży, gdzie okazało się, że córeczka bardzo mało przybierała w brzuszku. Intuicyjnie czułam, że ma to związek moją chorobą tarczycy, choć lekarze tego nie potwierdzili. Będąc w ciąży nie myślałam dużo o karmieniu piersią, po prostu nastawiłam się na nie psychicznie, a do szpitala spakowałam zakupiony wcześniej laktator.  W 36 tc poprzez cc urodziła się wspaniała Lenka z wagą 2 kg. Zostałyśmy rozdzielone – ja na położnictwie, córcia na neonatologii. Jeśli chodzi o sam poród, cóż cięcie cesarskie to poważna operacja, potrzeba czasu na dojście do siebie. Następnego dnia po cc zaczęłam pobudzać piersi do laktacji. Zanosiłam Lence na początku malutkie ilości mleka, potem więcej…a około 3-4 dnia po porodzie podczas kangurowania córeczki podeszła do mnie Położna (wspaniała, pewnie znana Ci Magda Żońca) i zapytała, czy nie chcę przystawić jej do piersi. Pomogła mi ułożyć córeczkę i prawidłowo przystawić, zobaczyła, że nie ma wywiniętej wargi i skorygowała ją. Myślę, że dzięki temu łatwo nam poszło na początku, a to było bardzo ważne. Ale Magda pracuje na neonatologii i jest doradcą laktacyjnym, miałam szczęście 🙂

Jeśli chodzi o pomoc fachową w szpitalu w początkach karmienia piersią wydaje mi się, że jest (było 2,5 roku temu..) kiepsko, za mało personelu, zbyt rzadkie wizyty. Dziewczyny nie wiedzą co robić na początku i jak zacząć, dopiero urodziły, są zmęczone… Wracając do nas, Lenka była mała, ale zdrowa, była w podgrzewanym gniazdku, po ok 6 dniach udało mi się do niej dołączyć i mogłam ją karmić na żądanie. Nie było to łatwe bo przechodziłyśmy próby wyjmowania jej z gniazdka i wtedy wpadała w ciągły sen (spadała jej temperatura) i nie mogłam jej dobudzić na karmienie. Po 16 dniach osiągnęła 2,35 kg i wyszłyśmy do domu. Pierwsze 4 miesiące były ciężkie, ja miałam bardzo dużo pokarmu, którego Lenka nie mogła “przejeść”. Ciągłe próby wybudzania (spała po 4-5h)  ją na karmienie, a potem zalewanie ją falą mleka..nie było łatwo, płakałyśmy obie 🙂 Ale nie poddawałam się, szukałyśmy innych pozycji do karmienia, zasypiałyśmy razem. Oczywiście ze względu na problemy z wybudzaniem Lenka nie przybierała jak tego oczekiwano, ale po kilku miesiącach stresowania się wyluzowałam i dałam sobie spokoj z myśleniem odnośnie jej wagi. Ważne, że była zdrowa.

Hmm, 7 października minie 2,5 roku naszej przygody karmienia piersią. Lenka słabo chce jeść pokarmy stałe, mleczko uwielbia. Z jednej strony chciałabym już skończyć (ehh te nocne pobudki), z drugiej to kocham. Taka dwoista natura.. 🙂 Czasem są takie dni, że lecę coś załatwić po pracy i wracam później,  nasze wspólne karmienie to nasz czas. Na przytulenie, rozmawianie oczami, dotykanie, wąchanie…Kocham TO i kocham JĄ.

Bardzo chciałabym zaprosić Was do przyłączenia się do projektu Mlekiem z Miłością. Jeżeli chciałybyście podzielić się swoją hisotrią karmienia opublikujcie zdjęcie jak karmicie swoje dziecko/dzieci w swoich mediach społecznościowych oznaczając na nich mnie oraz Monikę, w nawiasach są aktywne linki (IG – @antoonovka @monika.kozera, FB @Antoonóvka, @Monika Kozera – Fotografia) i dodajcie hashtag #MlekiemZmiłością. Jeżeli powadzicie bloga możecie podzielić się swoją historią na blogu dając nam znać jak w przypadku zdjęć. Zróbcie to do końca września 2018 r. W październiku wybiorę historie, które opublikuję na blogu, regularnie będę też dodawać Wasze historie na Instagramie oraz Facebooku.

Pokażmy światu, że mlekiem zawsze karmi się z miłością!

***

Dołącz do nas na Facebook’u (klik) i Instagramie (klik)

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

O mnie

Cześć! Jestem Asia i bardzo cieszę się, że tu trafiłaś. Jestem mamą dwóch córek - starszej Antoniny i młodszej Franciszki. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią, a od 2016 roku współpracuję z grupą Bezpieczni zajmującą się bezpieczeństwem w podróży. Jestem założycielką pierwszej w Polsce grupy poświęconej fotelikom montowanym tyłem (RWF), do której Cię serdecznie zapraszam. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość, uwielbiam fotografię i dobre jedzenie. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close