ScrollToTop

Dziecko

Jak dbać o środowisko na co dzień? Niby małe rzeczy, ale “grosz do grosza i będzie pół kosza”!

  • Joanna Janaszek
  • 820
  • 1 komentarz

Są rzeczy, które robię na co dzień, aby choć trochę zadbać o środowisko. Cały czas dowiaduję się czegoś nowego, więc chętnie przeczytam jak Wy staracie się zadbać o naszą planetę – chętnie wprowadzę kolejne małe – wielkie zmiany do naszego życia.

Przerzuciłam się na wielorazowe pieluszki

Franka nie jest wyłącznie na wielorazówkach, ale bardzo mocno ograniczyłam zużycie pieluch jednorazowych. Obecnie zużywamy od 30 do 80 pieluszek jednorazowych miesięcznie, co i tak uważam za naprawdę dużo (zakładamy na noc i czasami rano przy pierwszej zmianie pieluszki albo jak zabraknie wkładów chłonnych) oraz w wyjątkowych sytuacjach jak np. zatrucie, kiedy pieluszkę zmieniałam kilka razy w ciągu godziny i po prostu nie wyrobiłabym z praniem. Często zdarza mi się też zakładać jednorazówki na wyjścia, gdzie nie mam pewności czy będę miała wygodne miejsce na zmianę pieluszki z ewentualną kupą. Bo tak, kupa w wielo to jest moja zmora, coś czego szczerze nienawidzę. 😛

Średnio używam ok. 8-10 pieluszek na dobę, przy Tosi zużywałam podobną ilość. Tygodniowo daje to od 56 do 70 pieluch, miesięcznie jest to przedział od 240 do 310 pieluch, a rocznie 2920 – 3650 pieluszek, które lądują w koszu na śmieci – brzmi przerażająco, prawda? 

Jeżeli uda mi się ograniczyć jednorazowe pieluszki wyłącznie do nocy to rocznie zużyję ich ok. 365, jeżeli pozostanę przy obecnym trybie wyjdzie ok. 1000. Jakby nie patrzeć Franciszka obecnie zużywa 1/3 jednorazówek, co przeciętne dziecko w jej wieku.

O tym, dlaczego zdecydowałam się na wielopieluchowanie pisałam w tym wpisie:

Testowałam pieluszki wielorazowe – jaką decyzję podjęłam?

Nie marnuję jedzenia

Produkcja żywności wpływa na środowisko, to nie jest tak, że jest sobie marchewka i ona powstała z nicości. Staram się kupować tylko to, co faktycznie zjemy, gotuję niewielkie ilości jedzenia, to czego nie dajemy rady zjeść – zamrażam. Gotując rosół mam zupę na dwa dni, mięso do zjedzenia, sałatkę jarzynową i porcję zamrożonego bulionu na czarną godzinę (czyt. dzieci się drą a ja nawet obiadu nie mam).

Dużym plusem jest to, że możemy wywozić odpadki dla kur, a nadpsute owoce czy warzywa dla zwierząt u teściów.

Segreguję śmieci, staram się zmniejszyć zużycie plastiku

Niestety wiele rzeczy pakowanych jest w jednorazowe, najczęściej plastikowe opakowania – nie mam na to wpływu, ale mam wpływ na to czy moje odpady trafią do ogólnego śmietnika czy do segregacji i zostaną ponownie wykorzystane. Segreguję nie tylko dlatego, że jest taniej – segreguję śmieci naprawdę od bardzo dawna.

Zużyte baterie wrzucam do odpowiednich pojemników, elektrośmieci wyrzucam osobno, a przeterminowane leki lądują w specjalnych pojemnikach w aptekach.

Nie kupuję też wody w plastiku, chociaż czasami mi się zdarza. Wcześniej miałam dzbanek filtrujący, obecnie mamy lodówkę z filtrem do wody, wychodząc w domu staram się brać swoją butelkę. Koniecznie muszę zaopatrzyć się w jakąś ładną, wielorazową. 🙂

Na zakupy zabieram swoje siatki, nie pakuję owoców i warzyw w plastik

A jak zapomnę to staram się wszystko upchnąć w jak najmniejszą liczbę jedorazówek, które w domu wrzucam do specjalnego pojemnika i używam później wielokrotnie do przewożenia, przenoszenia, pakowania, sprzątania i wielu innych rzeczy. Jednorazówka nigdy nie ląduje u mnie od razu w koszu, musi się rozpaść albo baaaardzo mocno pobrudzić.

Kolejną rzeczą jest wkładanie do koszyka owoców i warzyw luzem – niestety nie we wszystkich sklepach jest to możliwe, ale na to też już mam patent – zabieram swoje małe, bawełniane woreczki. 🙂

Staram się też ograniczyć jednorazowe rzeczy takie jak słomki, torebki śniadaniowe i inne – mam plastikowe łyżeczki, które Tosia chapnęła (sztuk sześć) rok temu z lodziarni. Mamy je nadal i ciągle są w użyciu. Moja córka lubi takie małe rzeczy, małe sztućce, dlatego ona ich używa, a ja je myję. Wyrzucamy dopiero jak łyżeczka pęknie lub się złamie – mamy chyba jeszcze trzy z sześciu. W naszym domu są również w użyciu plastikowe słomki – ale i one nie są jednorazowe. Tosia codziennie wieczorem wypija “kawę bananową” (mleko + banan), do której KONIECZNIE muszą być włożone trzy słomki. A więc trzy słomki mają u nas naprawdę długie życie – nie są jednorazowe, rocznie zużywamy max 1-2 paczkę słomek z IKEI włączając w to wszelkie urodziny i wizyty znajomych i dzieci.

Nie używam odświeżaczy powietrza, chemii i płynu do płukania

Który lałam litrami do prania. Obecnie z detergentów używam proszków lub płynów do prania, a wszelkiego rodzaju płyny do płukania tkanin, które miały dawać świeży zapach odstawiłam piorąc wyprawkę dla Frani. Później z lenistwa wszystkie rzeczy prałam w hipoalergicznych proszkach i któregoś dnia resztkę płynu postanowiłam dodać do firanek. Myślałam, że się uduszę! Serio, nie sądziłam, że płyn, którego wcześniej prawie nie czułam okaże się śmierdziuchem. Pomijając indywidualne kwestie zapachowe zobaczcie na skład takich płynów, nie lepiej użyć naturalnego olejku zapachowego?

Odświeżacze, zawarte w nich freony i chemiczne substancje zapachowe – fuj, fuj, fuj. Po co? Przecież można wywietrzyć dom, powiesić suszoną lawendę czy podgrzać wodę z olejkiem zapachowym.

Dom sprzątam octem, sodą, produktami YOPE (uwielbiam je! Ostatnio są dostępne w naprawdę przystępnych cenach), czasami używam Cif’a. Jedynie w przypadku toalety nie zrezygnowałam z mocnej chemii.

Reaguję!

Jeżeli czuję, że sąsiedzi palą śmieci to po prostu idę i z nimi rozmawiam – nie zgadzam się na trucie mnie i wszystkich wokół. Będąc w obcym miejscu i czując charakterystyczny smród po prostu dzwonię na policję – taka ze mnie franca.

Staram się dbać na tyle, na ile mogę o tę naszą planetę. To małe rzeczy składają się na wielkie zmiany, dlatego jeżeli kolejny raz pomyślisz, że nie warto czegoś robić, zastanów się co by było gdyby myślał tak każdy. Każda zmiana swoich złych nawyków ma znaczenie. Nie będziemy idealni, nadal będziemy używać słomek czy zakładać na noc jednorazówki, ale staramy się na tyle, na ile możemy zadbać o miejsce, w którym żyjemy.

Zdjęcia możecie znać jeżeli śledzicie rynek pieluszek wielorazowych. Miałam przyjemność robić z Franciszką sesję nowej kolekcji dla marki Milovia – #FranciszkaDlaMilovia i podpasowały mi do dzisiejszego wpisu. 🙂

A Wy jak dbacie o miejsce, w którym żyjecie? 🙂

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

  • Iwona Kostrzewska

    Ja też używam na noc jednorazówek ale by zmniejszyć wyrzuty sumienia z tego tytułu kupuję biodegradowalne Bamboo nature. Zamiast żelu pod prysznic mydło w kostce ale dobre np. z Mydlarni u Franciszka, które nie wysusza skóry dzięki czemu mocno ograniczyłam zakup balsamów do ciała. W kuchni i w całym domu wróciłam do ściereczek które można prać (mikrofibrowe) co ograniczyło zużycie papierowych ręczników. 😀 Zbieram pudełka po jajkach i zawożę do zaprzyjaźnionego warzywniaka. Ubrania też recyklinguję zawożąc do H&M (nie ufam tym kontenerom na odzież). Nawet dziurawe skarpetki zbieram i tam wywożę.😂 Chciałabym jeszcze ograniczyć ilość plastikowych zabawek w domu. Pranie wiruję na 600obrotów. Schnięcie zastępuje nawilżacz powietrza a jak dobrze strzepnę to i prasować nie trzeba 😁

O mnie

Cześć! Jestem Asia i bardzo cieszę się, że tu trafiłaś. Jestem mamą dwóch córek - starszej Antoniny i młodszej Franciszki. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią, a od 2016 roku współpracuję z grupą Bezpieczni zajmującą się bezpieczeństwem w podróży. Jestem założycielką pierwszej w Polsce grupy poświęconej fotelikom montowanym tyłem (RWF), do której Cię serdecznie zapraszam. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość, uwielbiam fotografię i dobre jedzenie. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close