ScrollToTop

Mama

Na drugie mam chaos.

  • Joanna Janaszek
  • 926
  • 1 komentarz

W przeddzień zrobienia tego zdjęcia, a było to jakieś dwa tygodnie temu kupiłam tę tabliczkę. Pomyślałam, że będzie świetnie nadawać się na Instagram. Ale do rzeczy, na drugie mam chaos na trzecie dygresja. I o ile w mowie pisemnej aż tak tego nie widać to niech tylko zacznę coś opowiadać… 

View this post on Instagram

21:10 dziewczyny śpią (prawie, starszak z tatą jeszcze 🙈), wrzucam to zdjęcie od 10 godzin 🙈😂 #chaos – chciałam Wam napisać o nim kilka słów, ale sił mi brakuje. . Podwójne macierzyństwo jest męczące, zdecydowanie bardziej wymagające, ale ma też swoje cudowne chwile 🔜 pokażę Wam je na kolejnym zdjęciu, bo zrzuciłam dzisiaj z aparatu weekendowy kadr, który idealnie określa to, co w rodzeństwie najcenniejsze ❤️ Ale to pewnie jutro. . Dzisiaj donoszę, że udało mi się skończyć kalendarz adwentowy (który na zdjęciu jest w częściach), siadam więc do komputera i szybciutko go opisuję, może mi się uda wrzucić na bloga jeszcze w tym tygodniu 🙂 Jeszcze tylko zdjęcia… Ale to moja ulubiona część blogowania ❤️ . #mamadwójki #karmieniepiersią #breastfeeding #Franciszka #parenting #dzieci #macierzyństwo #mojewszystko #mojeszczęście #momslife #motherhood #jestembojestes #zzyciamatki #zzyciamamy #macierzyństwo #macierzyństwobezściemy

A post shared by antoonóvka 🤱🏼 (@antoonovka) on

Tosia była na zajęciach, Frania z dziadkami, a ja miałam ciut ponad godzinę dla siebie. Tfuuuuu! Na załatwienie dwóch prezentów urodzinowych, kupienie ramek, zakupy drogeryjne i spożywcze. Wpadłam do centrum handlowego (już tak mam, ze wciąż wszędzie truchtam), chwyciłam mapkę i szybko opracowałam plan logistyczny. – Eeee wszystko blisko – pomyślałam – żaden problem – dodałam w duchu i z uśmiechem potruchtałam do windy. Schody zaczęły się już na początku, kiedy zupełnie nie mogłam dogadać się z pracownicą jednego ze sklepów. Ja ją pytam, ona mi tłumaczy, ja jej mówię, że pytam o coś innego, ona znowu tłumaczy mi to samo, ja mówię, że nie o to mi chodzi, a ona znowu próbuje wytłumaczyć mi jak działa system. Machnęłam ręka, prezent miałam kupiony, pytanie mogłam sobie wygooglać, mówię więc że nieważne, uśmiecham się, życzę miłego dnia i wytruchtując (muszę się tego truchtu oduczyć) ze sklepu strącam bombki… Pani, z którą rozmawiałam odprowadza mnie wzrokiem, który mówi więcej niż tysiąc słów, na strącone bombki nie wiem jak reaguje, bo podnoszę je i przepraszam inną panią, która zmierza w moim kierunku. Wychodzę, bombki były na szczęście plastikowe.

W Pepco oczywiście nie biorę koszyka, wchodzę przecież tylko po ramki, mijam dział z dziecięca bielizną, więc wezmę jeszcze tylko piżamkę dla Frani, bo ze wszystkich już wyrosła, skarpetki dla Tosi, w sumie rajstopki się przydadzą i podkoszulki do przedszkola – ojej jaka ładna koszula nocna – oczy mi się świecą i znowu gadam do siebie, a przecież jestem bez dzieci. Tak to już jest jak małe huby towarzyszą Ci wszędzie – wtedy w sklepie koszyk bujasz jak wózek dziecięcy, nawet jak dziecka w nim nie ma, zastanawiając się jaki ryż wybrać ruszasz się w takt kołysanki, a chodząc po sklepie po prostu gadasz do siebie, bo zazwyczaj przecież robisz to do dziecka. Nieważne, wróćmy do koszulki nocnej, wzięłam jedną, dorzucam jeszcze jedne skarpetki i idę do tych ramek. – Ramki, przyszłaś po ramki, ramki – powtarzam sobie w duchu mijając dział z rzeczami do domu, z którego krzyczą do mnie słoiczki, koce, tace, i ozdoby świąteczne. Dotarłam!!! Nie ma ramek jakich szukam, ale to nic! Wezmę kilka innych. Tym razem spokojnym krokiem idę do kasy – ponad 100 zł, przecież weszłam TYLKO po ramki… Wychodząc niemal zderzam się z kimś i zaplątuję we własny szalik.

Chwała za listę zakupów, szkoda tylko, że nabazgrana na kartce zamiast w telefonicznej aplikacji – myślę sobie dzierżąc w ręce kawałek obskubanej kartki, na której na szybko wypisałam, czego potrzebujemy do domu. Zerkam na zegarek – o cholera! jak późno! – i znowu zaczynam swój świński trucht. Wpadam do Rossmana, pakuję do wózka wszystko, co potrzebne, biegiem do kasy. Zapomniałam dać pani kodu kreskowego aplikacji – tiaaa, jakim cudem ludzie dobijają do 10% rabatu rossnę – zastanawiam się i zazdroszczę wszystkim tym poukładanym ludziom, tym razem już po ciuchu. Szybkie spojrzenie na zegarek – kupię Tośce lizaka, którego obiecałam poszukać i się spóźnię albo wezmę pączka i zdążę – kalkulacja jest prosta, kupuję pączka i obładowana jak wielbłąd wchodzę do windy. Zaczepia mnie jakaś pani, mówi coś o tych tobołach, ale ja próbuję usilnie przypomnieć sobie gdzie do jasnej cholery zostawiłam samochód, dobrze, że chociaż piętro pamiętam.

Wpadam na korytarz, na szczęście zajęcia jeszcze trwają – Nie zdążyłam zrobić zakupów spożywczych, ale mam większość rzeczy, które miałam kupić, więc nie jest źle – myślę. Wychodzi Tosia, biegnie do mnie z uśmiechem, kucam i odwzajemniając jej uśmiech wyciągam ulubionego pączka i mówię – Wyobraź sobie Tosiu, że nie było pomarańczowych lizaków, ale… – nie dane jest mi dokończyć, bo w tym momencie odpala się lont i bomba wybucha. Ja kucam z tym pączkiem, Tosia płacze, próba podjęcia rozmowy tylko pogarsza sprawę, więc czekam w te kucki spokojnie – Mogłam zacząć od tego, że zajedziemy po lizaka wracając do domu – rodzicielstwo to taka ruletka, czasami zły kolor słomki dasz, innym razem pączka przyniesiesz. Tosia płacze jak rozmawiam z trenerką, płacze podczas przebierania, ubierania, w drodze do wyjścia i wsiadając do samochodu. W pewnym sensie to trochę zabawne, bo robi wszystko normalnie, po prostu w akompaniamencie wycia. Chociaż wiem, że za kilka (naście?) lat będziemy obie się z tego śmiały to teraz nie jest mi do śmiechu, bo nie mogę za nic w świecie uspokoić dziecka, pączka mi się zachciało kupować. Siedzę z nią z tyłu, Tosia w foteliku, po jakiś pięciu minutach, w których w dalszym ciągu jestem jeszcze oazą spokoju zaczynam opowiadać jej, co kupiłam i wtem wyrywa mi się – ooooo kurza stopa – tylko w mniej kulturalnej wersji i wyskakuję z samochodu otwierając bagażnik. Okazuje się, że moja córka nie ma już problemów z “nie mogę się uspokoić szloch, szloch” i ze stoickim spokojem pyta przez dziurę między siedzeniami a bagażnikiem:

– Co się stało mamo?
A wiesz Tosiu, kupiłam taką fajną ramkę z literkami i zostawiłam ją w sklepie, pewnie jej już nie odzyskamy – odpowiadam zaciskając zęby i klnąc na siebie w duchu.

Czterolatki myśli zebrane czyli Tosia mówi 🙂 cz. 1

W drodze do galerii handlowej normalnie rozmawiamy, śladu po kilkunastominutowej histerii brak. Ot życie z czterolatką jest emocjonujące. Idziemy do piekarni, ale tam ramki nie ma, ochroniarz w Rossmanie też nie kojarzy, ale mówi gdzie szukać. Patrzę we wskazanym kierunku, a tam… Jest! Leży i czeka na mnie, uśmiecham się sama do siebie, taka mała rzecz a czuję jakbym wygrała na loterii. Wchodzimy do sklepu, kupujemy tego obiecanego lizaka i włoszczyznę na jutrzejszy obiad i lecimy po Frankę. Jest fajnie, rozmawiamy normalnie, okazuje się, że lizak był tylko zapalnikiem, Tosi nie udało się stanąć na rękach. Dziękuję sobie w duchu, że tym razem pokłady cierpliwości dały radę, nie zawsze dają, szczególnie teraz, gdy do ogarnięcia są emocje dwóch małych dziewczynek i moje.

Dwa tygodnie później…

Jestem świadkową, więc jeżdżę z Moniką na przymiarki, oczywiście wszędzie towarzyszy mi Franka. Przed przymiarkami sukni ślubnej zahaczamy o galerię handlową, żeby kupić bransoletkę, a korzystając z okazji, jako święty Mikołaj odhaczam z listy dwa prezenty. Przed wyjściem wchodzimy na chwilę do Rossmana, stawiam torbę z prezentami pod nogami – tylko, żebym nie zapomniała – mówię do Moniki, płacę za swoje zakupy, ona za swoje i wychodzimy. Kilka godzin później wracając z mężem opowiadam mu wszystko – Kurwa mać! – rzucam nagle – Zostawiłam w Rossmanie torbę z prezentami – mówię zaliczając typowy facepalm. – Znowu? – pyta ze stoickim spokojem mąż.

Odebrałam torbę z rozpiętą sukienką do karmienia i połową biustonosza na wierzchu. Na drugie mam chaos, do usłyszenia. 😉

Spodobał się wpis – śmiało, udostępnijcie go! Wpadajcie też na INSTAGRAM (klik) – jest tam nas zdecydowanie najwięcej, szczególnie na InstaStory.

Podobne wpisy - zapraszam do czytania

  • Samo życie 😀
    A ten rabat w Rossnę to wychodził nam On. Na drugie ma Poukładanie, bo ja to jestem Twoją imienniczką…

O mnie

Cześć! Jestem Asia i bardzo cieszę się, że tu trafiłaś. Jestem mamą dwóch córek - starszej Antoniny i młodszej Franciszki. Ukończyłam kurs Promotora Karmienia Piersią, a od 2016 roku współpracuję z grupą Bezpieczni zajmującą się bezpieczeństwem w podróży. Jestem założycielką pierwszej w Polsce grupy poświęconej fotelikom montowanym tyłem (RWF), do której Cię serdecznie zapraszam. Wychowuję w bliskości, cenię rozmowę i szczerość, uwielbiam fotografię i dobre jedzenie. Chcesz wiedzieć więcej? Rozgość się i zostań na dłużej! :)

Odwiedź nas na Instagramie

Close