Czy dziecko może wchodzić do kuchni?

Jakkolwiek absurdalnie nie brzmiałoby pytanie postawione w tytule daje ono trochę do myślenia. Bo gorące, bo poparzyć się można, bo dzieci w kuchni mają  po prostu nie przeszkadzać. Więc, kiedy Antosia u swojej prababci chciała dotknąć kurka od piekarnika moja Babcia powiedziała: „A wiesz… Znałam taką dziewczynkę, która miała absolutny zakaz wstępu do kuchni, nawet progu nie przekraczała.”.

Na mojej twarzy malowało się w tamtej chwili zdziwienie i niedowierzanie oraz próba wyobrażenia sobie postawienia przed Antoniną zakazu przekraczania progu kuchni. W ogóle nie lubię słowa zakaz, nie używam go ani nie stosuję. Wolę stawiać granice, w końcu wychowanie w duchu bliskości nie opiera się na zakazach, a właśnie na odpowiedzialnym stawianiu granic. I takie granice stawiam również w kuchni – Tośka aktywnie uczestniczy w przygotowywaniu posiłków, ale pewnych rzeczy jeszcze nie robi. Nie kroi ostrym nożem czy nie miesza samodzielnie gotującej się zupy.

No dobra, to jak to jest z tym wchodzeniem do kuchni? Uważam, że dzieci nie tylko mogą wchodzić do kuchni, ale powinny to robić. 😀  Pomaganie rodzicom we wspólnym przygotowywaniu posiłków jest wspaniałym doświadczeniem. Nie tylko buduje relację z rodzicem, ale sprzyja zdobywaniu nowych umiejętności. Bo pomagać przecież można na wiele sposobów. Można mieszać łychą w garnku i gotować obiad dla swoich misiów, segregować różne rodzaje fasoli, wymieszać wodę z mąką, dosypać przypraw pod czujnym okiem mamy albo spróbować czegoś nowego.

A tak codziennie gotuje z Tatą obiady ? Z resztą ze mną też tak spędza czas w kuchni i wszyscy to uwielbiamy ? Dzisiaj ze względu na te cholerne zatoki nie poszłam do firmy, wczoraj jak mnie zobaczyli kazali się wracać do domu ? Zostałam, ale dzisiaj naprawdę nie dałam rady… Oczy napuchnięte, ból zatok taki, że ledwo wyszłam z łóżka jakoś w granicach 11:00. Teraz jest już ok, spokojnie sobie pracuję, a wieczorem może w końcu uda mi się coś wrzucić na bloga ? Ale do czego dążę – człowiek w pracy spędza kawał swojego życia, cudownie jest robić coś co się lubi, a do tego otaczać się fantastycznymi ludźmi. Naprawdę codziennie lecę do @tylem.pl z ogromną przyjemnością. Atmosfera w pracy jest cholernie ważna, a tam jest naprawdę na medal ? no, także Kochani szukajcie pracy, w której będzie Wam dobrze, przełożonych, którzy będą w porządku i sami dawajcie od siebie jak najwięcej. Tylko i aż tyle ? #happy #milegodnia #dziewczynka #instamatki #instadziecko #babygirl #corka #daughter #coreczkamamusi #coreczkatatusia #dziewczynka #littlemodel #jestembojestes #kochamnajmocniej #praca @mamopracuj.pl #happylife #dziecinstwo #childhood

A photo posted by Joanna Janaszek (@antoonovka) on

Wiadomo, że samemu będzie szybciej  – czy na pewno?

Dzisiaj na swoim Facebooku napisałam, że pół dnia spędziłam w kuchni, i że gotowanie mnie relaksuje. Czy to oznacza, że Antonina skazana jest na bajki lub samodzielną zabawę? A skądże! Przez większość czasu moja córka mi po prostu pomaga. Siedzi na kuchennym blacie pod oknem, czasami dosypie soli, innym razem poda coś, co celowo położę w zasięgu jej małych rączek, a później poproszę o podanie. Miesza wodę z łyżką mąki ziemniaczanej, kiedy ja ubijam białko na bezę i z Tatą rozbija jajka na jajecznicę. Układa krakersy na blaszce, wycina ciasteczka i raz po raz podjada winogrona, które leżą obok. Spogląda przy tym przez okno na przechodzących ludzi czy gołębie, które w środku miasta, wśród osiedli i blokowisk hoduje pewien pan.  Ma przy tym mnóstwo frajdy, a przygotowany wspólnie posiłek zjada o wiele chętnie (poza bezą na szczęście :D) – nie od dziś przecież wiadomo, że wspólnie przygotowane smakuje po prostu lepiej.

A samotne przygotowywanie posiłków i ciągłe zaraz, zaraz przyjdę, poczekaj muszę doprawić, przypala mi się już idę i to dziecko wiecznie uwieszone przy nodze, marudzące – koszmar, prawda? No to spróbuj to zmienić i zaproponuj dziecku wspólne gotowanie. Musisz jednak pamiętać, że kuchnia to nie plac zabaw, w końcu jesteśmy rodzicami i niektóre rzeczy musimy po prostu przewidzieć, nawet jeżeli mamy duże zaufanie do naszego dziecka. Jakie więc środki ostrożności zachować gotując wspólnie z dzieckiem?

  • noże i wszystkie ostre przedmioty miej schowane poza zasięgiem małych, ciekawskich rączek;
  • od początku ucz dziecko, że piekarnik i kuchenka są gorące, a i tak zawsze miej oczy naokoło głowy;
  • środki żrące trzymaj wysoko, daleko lub pod kluczem, który leży na najwyższej półce;
  • nie zostawiaj wrzątku (w tym herbaty i kawy) na krawędzi stołu czy kuchennego blatu, a przy mniejszych dzieciach  wystrzegaj się obrusów (bardzo łakomy kąsek dla dziecka i prosty sposób aby zawartość stołu znalazła się w całości na dziecku).

dsc_4305

Kiedy patrzę z jaką starannością kroi później swoje plastikowe warzywa i przygotowuje sałatki dla misiów, a później karmi „dzidzi” z książki, wiem że to wszystko procentuje. Mam też nadzieję, że frajda ze wspólnego gotowania nie minie i za kilkadziesiąt lat będziemy gotować razem z następnym pokoleniem Janaszków.

To mój pomysł na wspólne spędzenie czasu z dzieckiem, na pogłębianie relacji i więzi, na wspólną naukę i maksymalizację wspólnie spędzonych chwil. Zachęcam Cię do odwiedzenia Fp organizatorki akcji #Bliskopad, w której bierzemy udział i podzielenia się swoimi pomysłami na budowanie bliskości z dzieckiem.

***

Podobał Ci się wpis? Udostępnij, skomentuj, daj kciuka w górę – jest mi bardzo miło, kiedy widzę, że doceniasz moją pracę. Ponadto klikając like na Facebook’u (TUTAJ) będziesz zawsze na bieżąco, a na INSTAGRAMIE (o TUTAJ) podejrzysz, co robimy i gdzie nas nosi. Do zobaczenia! 🙂

  • Mały człowieczek

    U nas bardzo podobnie to wygląda, choć kuchnia jest maleńka, ale dajemy radę 🙂

    • U nas też wielkościowo nie ma co szaleć, na szczęście mamy fajne miejsce na blacie, w którym mogę sadzać Antosię 😉

  • Właśnie dziś rozmawialiśmy na temat bramek zabezpieczających do mieszkania, bo dziecko mamy 7-miesięczne i coraz bardziej mobilne. I choć nie mam problemu z obecnością malucha w kuchni, kiedy gotuję, to samo tam długo jeszcze nie będzie przebywać. Mogę poprzekładać niebezpieczne przedmioty do wyższych szafek, ale wciąż na dole będą szuflady, które aż się proszą o przytrzaśnięcie małych paluszków.

    Nie rozumiem za bardzo bronienia dziecku dostępu do jakiegoś pomieszczenia w domu „bo tak”. Dom jest dla wszystkich 🙂 I rolą dorosłych jest go dostosować do bezpiecznego użytkowania przez najmłodsze pokolenie.

    Zastanawia mnie tylko, jakie żrące środki stosujesz w kuchni? I po cóż? 🙂

    • U nas przytrzaśnięcie zdarzyło się może dwa, trzy razy? Szybko załapała, żeby nie wsadzać paluszków 😉

      „Nie rozumiem za bardzo bronienia dziecku dostępu do jakiegoś pomieszczenia w domu „bo tak”. Dom jest dla wszystkich 🙂 I rolą dorosłych jest go dostosować do bezpiecznego użytkowania przez najmłodsze pokolenie.” – Dokładnie tak!

      Kostki do zmywarki, nabłyszczacz. 😛 U nas schowane w tyle szafki, chociaż Tośka nigdy nie miała ciągutek do takich rzeczy, ale przezorny zawsze ubezpieczony 😉